Miesięczne archiwum: Sierpień 2008

Kanton 2008

Jeśli do Kantonu przyjedziemy prosto z Hongkongu na początku może się wydawać, że jest tu brzydko, brudno, biednie głośno i chaotycznie. Kanton to miasto niełatwe do pokonywania na piechotę ze względu na wszechobecność i dominację samochodów w przestrzeni miejskiej.  Rowerzyści i niepełnosprawni także nie mają łatwego życia ze względu na chodniki w różnym stanie, a czasem ich brak, czy ekstremalnie wysokie krawężniki. Do tego oblepiający wilgotny upał bez możliwości udania się do  jednego z klimatyzowanych sklepów Seven-eleven rozmieszczonych co pięćdziesiąt metrów, żeby trochę się ochłodzić jak ma to miejsce w Hongkongu. Po całym dniu jest się gruntownie lepkim od brudu i potu, kurzu i samochodowych spalin. Na szczęście nie wszędzie tak jest. Życie toczy się intensywnie na zacienionych podwórkach domów, w parkach i herbaciarniach. Pierwsze co rzuca się w oczy to tłumy starszych niesamowicie żywotnych ludzi. Widać, że mimo wszystko jesteśmy w dostatnim kraju, gdzie przynajmniej część emerytów nie musi do późnego wieku pracować, może za to relaksować się w parku na zajęciach ze śpiewu lub najróżniejszych form tradycyjnej i zachodniej gimnastyki, grać w karty albo madżonga przed domem, czy dyskutować popijając prozdrowotne herbaty w przeźroczystych termosach, zawierających przedziwne ingrediencje. Są niezwykle aktywni, po niektórych widać że chyba mają istną zdrowotną obsesję, która nie polega na narzekaniu i częstych wizytach u lekarza, ale na medycynie naturalnej i profilaktycznemu zapobieganiu rozmaitym problemom. Dzięki swojemu trybowi życia a także niezaprzeczalnie  dzięki swojej kuchni, cieszą się dobrym zdrowiem i sprawnością, są mali, żywi, smukli i gibcy, ruszają się szybko i zwinnie niczym nie przypominając naszych emerytów, którzy swój czas spędzają w kolejkach u lekarza, lub w oknach swoich bloków  i uważają że wszystko co dobre już ich w życiu spotkało. U nas prawdopodobnie starszych ludzi jest tylko trochę mniej (bo nie sądzę że w Europie aż tylu ludzi w późnym wieku cieszy się taką sprawnością i zdrowiem) jednak nie są oni widoczni – nie biorą oni udziału w życiu społecznym tak jak w Chinach, tylko siedzą poukrywani w domach a jeśli nie, to raczej robią coś w pojedynkę i na ogół są samotni. Tutaj starzy ludzie bardzo integrują się między sobą, cieszą się czasem który im został i mogą dobrze go wykorzystać dzięki temu że wszystkie swoje obowiązki już spełnili. W godzinach poranno-południowych młodych nie widać bo uczą się, albo pracują i robią biznes. Kanton w pierwszej odsłonie może nie wygląda najlepiej, jednak w porównaniu do wielu innych azjatyckich miejsc ludzie żyją tu całkiem nieźle. Ma przepiękne ogromne bardzo zadbane obszary parkowe, które wyglądają naprawdę jak z innej planety w otoczeniu szalonego ruchu ulicznego, chaosu i zabieganych ludzi. Można godzinami przesiadywać w herbaciarniach, przepięknych świątyniach i nawet nie zdawać sobie sprawy, że obok czas płynie tak szybko.

chi_kanton_ruch-uliczny_001

Ogólnie miasto wygląda dość brzydko i brudno i jest zrobione dla wygody samochodów a nie ludzi.

chi_kanton_bloki_001

Z tego osiedla wydobywał się niezwykle intensywny zapach śmieci rozkładających się w wilgotności i upale.

chi_kanton_swiatynia-szesciu-banianow-pagoda-kwiatow_001

A to już Pagoda Kwiatów w Świątyni Sześciu Banianów. Można na nią wejść.

chi_kanton_swiatynia-szesciu-banianow_001

Mnich oddający się lekturze w Świątyni Sześciu Banianów, którą absolutnie koniecznie trzeba odwiedzić.

chi_kanton_park_001

Parki są prawdziwa enklawą w tym mieście.

chi_kanton_park_002 chi_kanton_park_003
chi_kanton_park_004

Zajęcia ze śpiewu dla emerytów.

W parkach przebywają głównie emeryci i pojedyncze zakochane pary na randce.  Miejscem spotkań i relaksu młodych, ciężko pracujących Chińczyków są centra handlowe dudniące o wiele za głośną i zbyt tandetną muzyką i migające kolorowymi światłami i zbyt jaskrawymi barwami by miało to dobry gust i smak. W jakości wykonania daleko im do swoich Hongkońskich stonowanych i eleganckich pierwowzorów. Wyglądają trochę jak kiepskie imitacje wymarzonego przez nich konsumpcyjnego stylu życia. Chińczycy rzucili się na ten model życia z zachłannością dziecka, któremu wszystko wolno. Szalonego pędu kupowania i konsumpcji nic nie jest w stanie powstrzymać. Myślę że to odreagowanie po latach komunistycznego reżimu gdzie wszyscy, przynajmniej teoretycznie, musieli mieć to samo i po tyle samo. To pewnie pierwsi od wielu lat mieszkańcy tego kraju, którzy mogą realnie spełnić część marzeń o życiu w we względnym dostatku i normalności, owszem nie we wszystkich aspektach, bo cenzura i brak dostępu do wolnych mediów i inne komunistyczne upiory mają się świetnie, ale na razie w ogóle im to nie przeszkadza – zadowalają się nielimitowaną możliwością zarabiania i wydawania pieniędzy. Pewnie na jakiś czas (jedno, dwa pokolenia?) im to wystarczy – ciekawe co stanie się, gdy zapragną czegoś więcej. Poza tym do głosu coraz częściej zaczynają dochodzić różne narodowe mniejszości, albo po prostu części kraju które z Chinami nie mają nic wspólnego, ale są ich częścią. Chiny to taka trochę tykająca bomba. Z pewnością czekają je wielkie zmiany – ciekawe czy odbędą się one jeszcze za naszego życia.

chi_kanton_miasto-noca_002

Chodzimy cały dzień po Kantonie zgubiliśmy się już kilka razy, lepimy się od kurzu potu i znoju, nagle słyszymy coraz głośniejszą dudniącą technomuzykę. Idziemy w jej stronę. Zza zakrętu wyłania się taki widok.

chi_kanton_miasto-noca_001 chi_kanton_lampiony_001 chi_kanton_rzeka-perlowa_001 chi_kanton-rowerzysci_001chi_kanton_ruch-uliczny_002

Włócząc się po Kantonie przypadkiem zachodzimy do herbaciarni. Właściciel zaprasza nas do środka raczej nie mówi po angielsku, ale rozmawiamy z nim przy pomocy naszych chińskich rozmówek, testujemy po raz pierwszy nasz system komunikacji z Chińczykami poprzez pokazywanie w nich sobie nawzajem chińskich znaków. Od biedy daje radę. Jak okazuje się że jesteśmy z Polski nasz rozmówca bardzo chce wiedzieć gdzie to jest. Mam przy sobie mały kalendarz z mapą świata i strefami czasowymi i pokazuję mu na mapie – jest zachwycony że rozmawia z ludźmi z tak daleka. W ogóle nie mieści mu się to w głowie, ogląda tą mapę raz po raz. Idzie po żonę, a po chwili żona idzie po dzieci, żeby mogły pooglądać ludzi z dalekich stron. Pokazuje nam chyba z dziesięć herbat i nas nimi częstuje w maleńkich spodeczkach, aż zaczyna nam się robić głupio, tłumaczy nam o nich, niestety nic z tego nie wiemy  bo ich nazwy są chińskie i na ich temat kompletnie nie jesteśmy w stanie pogadać przy pomocy naszych rozmówek. Na odchodnym czujemy się w obowiązku kupić u niego herbatę, którą potem musimy nosić ze sobą prawie przez cały miesiąc, ale co poradzić. Po dziś dzień nie wiemy co kupiliśmy, bo było to coś pośredniego między herbatą zieloną a pu-erch na pewno lekko sfermentowane, ale nasz gospodarz bardzo ten model cenił.

Kowloon 2008

Hongkong dla mnie jest idealnie w sam raz. To miejsce do którego z pewnością wrócę i śmiało mogę go polecić każdemu. Bardzo chciałabym pomieszkać w nim przez dłuższy czas i mam nadzieję, że kiedyś mi się uda. Jest małym krajem (dla niektórych jakiś czas temu przestał być krajem w ogóle, ale granice póki co istnieją a odrębność od Chin mocno widać) dzięki czemu stosunkowo łatwo radzi sobie z rozmaitymi problemami, z drugiej strony nie jest tak mały by na przykład w całości dało się go przejść w jeden dzień i więc nabawimy się w nim klaustrofobii. Spokojnie byłoby tu co robić przez miesiąc. Większości ludzi kojarzy się tylko z biznesową wyspą pełną białych kołnierzyków, taka jest jednak tylko niewielka część Hongkongu.  Na każdym kroku widać że Hong Kong był oczkiem w głowie Anglików. Wszystko w nim jest starannie przemyślane i zrobione tak by jak najefektywniej wykorzystać jego specyfikę geograficzną i położenie. Z połączenia przeciwieństw zupełnie innego podejścia do świata Anglików i Chińczyków wyszła naprawdę świetna wypadkowa, która sprawia że to miejsce wygląda na dość przyjemne do życia (nie wgłębiając się tutaj w realia polityczne, pracowe i płacowe). Jest nowocześnie, ale bez przesady. Jest raczej wygodnie przynajmniej jeśli chodzi o podstawowe miejskie zagadnienia takie jak świetnie zorganizowany transport czy czysta woda, niestety ponoć nie da się tego powiedzieć o zbyt małej powierzchni większości mieszkań. Jest czysto i bezpiecznie ale ta czystość i bezpieczeństwo nie ocierają się niebezpiecznie o paranoję jak w Singapurze. Dzięki temu Hongkong jest nowoczesny ale przy tym, jak na mój gust, ludzki. Co ważne, nie będziemy mieć tutaj odczucia znajdowania się w centrum masowej turystyki jak ma to miejsce na przykład w Bangkoku, gdzie na każdym kroku ktoś ma do nas jakiś „interes” i albo chce nam sprzedać coś wysoce nielegalnego, albo oszukać. Tutaj nikomu nie wpada do głowy by w tak nieuczciwy sposób zarabiać i uprzykrzać  życie przyjezdnym. Może zrobiły to lata angielskiego panowania, może skuteczne prawo, albo po prostu jego egzekwowanie, ale można się tam czuć w stu procentach bezpiecznie.

Kowloon, dzielnica sklepów z tanią elektroniką, nocnych bazarów z zazwyczaj podrabianą markową odzieżą, mnóstwem tanich jadłodajni w których można rewelacyjnie i bezpiecznie zjeść, oraz budżetowymi hotelikami o rekordowo małej powierzchni pokoju, na przykład w Chunking Mansions, w których zresztą kręcono jeden z moich absolutnie ulubionych filmów „Łowcę Androidów” przyciąga tłumy. Kompletnie nie pasuje do drogiej, perfekcyjnej i zadbanej wyspy Hong Kong. Atmosfera jest mocno chińska. Pełno tu także małych zagraconych sklepików, sprzedających na przykład różne dziwne substancje takie jak składniki leków tradycyjnej chińskiej medycyny, tradycyjne produkty spożywcze i mnóstwo innych rzeczy wszelakiego możliwego przeznaczenia. Sprzedają w nich zazwyczaj ludzie w mocno zaawansowanym wieku, ze swoimi miejscami pracy niemal zrośnięci, bo pewnie pracują w nich kilkadziesiąt lat, zazwyczaj sprawnie mówią po angielsku i dobrze pamiętają czasy kiedy Hongkong należał do Wielkiej Brytanii. W każdym takim przedsiębiorstwie obowiązkowo znajduje się ołtarzyk z fotografiami zmarłych członków rodziny, przy którym kilka razy dziennie pali się kadzidła, w tle hałasuje wentylator i miga mały telewizor a do ścian poprzyklejane są plakaty z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Moje serce na widok tego wszystkiego dosłownie topnieje jak wosk. Ta część miasta wygląda jak żywa sceneria filmów Wong Kar Waia. Wszystko jest tu lekko zmurszałe i przyszarzałe. Przetrwało niejedną gigantyczną ulewę czy tajfun i przetrwa jeszcze wiele więcej.

Tymczasem na zewnątrz przez prawie całą dobę nieprzerwanie przechodzą tłumy ludzi spragnionych zakupów i niedrogiego a przy tym znakomitego ulicznego jedzenia. Woda z klimatyzatorów kapie im na głowy. Jest ich tak dużo, że idąc wśród nich można tylko poruszać się ze jednostajną średnią prędkością i podążać za tłumem, ciężko się także nagle zatrzymać bo ludzka fala pcha nas do przodu i trzeba najpierw zejść nieco na bok. Gdzie indziej, w takim tłumie z pewnością działy by się różne niebezpieczne rzeczy, ktoś kogoś mógłby próbować okraść, napastować seksualnie, czy stratować w przypływie nagłej paniki. Tutaj jednak nie dzieje się nic takiego jest całkowicie bezpiecznie, tłum porusza się z bezbłędną precyzją a cały ten miejski organizm działa sprawnie i wydolnie. Co kilka minut podjeżdżają piętrowe klimatyzowane autobusy które wypluwają nowych amatorów nocnego życia i zakupów jednocześnie zabierając tych już nasyconych do daleko położonych wielopiętrowych blokowisk. Wszyscy grzecznie stoją i czekają na swoją kolej, nikt się nie pcha. Również metro działa idealnie. Z jego gardzieli wylewa się ludzka rzeka. Podziemne tunele, którymi zresztą da się przejść na prawdę spore odcinki są klimatyzowane, idealnie czyste, „upstrzone” licznymi tabliczkami z zakazami, na przykład śmiecenia i plucia. Skonstruowane tak, by obywatele jak najsprawniej mogli poruszać się w obydwu kierunkach (ruch jest lewostronny). Całość przypomina sprawnie działające mrowisko.

hkg_hong-kong_tlum-na-ulicy_002 hkg_hong-kong_kowloon-autobusy_002 hkg_hong-kong_tlum-na-ulicy_001 hkg_hong-kong_szyldy_001 hkg_hong-kong_kowloon-autobusy_001 hkg_hong-kong_metro_001 hkg_hong-kong_prom_001 hkg_hong-kong_ulica_001