Baczkowski monastyr

Dzisiaj będzie o rewelacyjnym miejscu w Bułgarii, które koniecznie musicie odwiedzić, jeśli wybieracie się na przykład do Asenovgradu albo Płowdiwu, (o których niebawem również napiszę). Tym miejscem jest monastyr Baczkowski (Бачковски манастир) i rozciągający się koło niego rezerwat przyrody Czerwona Skała (Червената стена) w dorzeczu rzeki Czapełare (Чепеларска река). Podobało mi się tam chyba bardziej niż w najsłynniejszym bułgarskim monastyrze rilskim, ze względu na kameralność i znacznie mniejszą liczbę turystów. Jadąc do monastyru i widząc ciągnące się wzdłuż drogi kramy z pamiątkami, ziołami i ceramiką trojańską, możemy odnieść wrażenie, że całość będzie jakimś turystycznym koszmarem. Na szczęście okazuje się, że to tylko złudzenie, bo spędziliśmy tam czas całkiem spokojnie. Może zawdzięczaliśmy to pobytowi w środku tygodnia?

Turystyka religijna to w krajach prawosławnych ważna część naszych wyjazdów, bo w większości monastyrów w Bułgarii (czy Serbii) za niewielkie pieniądze można przenocować i to w warunkach całkiem komfortowych i pod pewnymi względami nie do pobicia. Najbardziej opłaca się tam nocować ze względu na ciszę. Po zapadnięciu zmroku wszyscy jego mieszkańcy udają się na spoczynek, a mieszkający w monastyrze goście jakoś nie mają odwagi niczym go zakłócać (czyli na przykład hałasować i imprezować). Cisza w dzisiejszych czasach to towar prawdziwie deficytowy, a tutaj za niewielkie pieniądze mamy możliwość dość specyficznego odcięcia się od cywilizacji. Poza tym, nocowanie w zabytku i to w sensie całkowicie dosłownym, to nieraz unikatowe przeżycie.

Do Bachkova przyjeżdżamy przed południem i usiłujemy się zakwaterować. Żeby zamieszkać w prawosławnym klasztorze, prawie zawsze trzeba się trochę nagimnastykować. Nie posiadają one klasycznej recepcji, a nawet jeśli, to i tak nikt stale w niej nie przebywa. Tym razem wszyscy są bardzo zajęci, nikt nie ma czasu powiedzieć nam czy znajdzie się dla nas jakiś pokój, zarejestrować nas i przyjąć pieniądze. Czekamy kilka godzin. Z jednej strony jest to odrobinę irytujące, z drugiej strony mamy szansę przyjrzeć się wszystkiemu na spokojnie. Siedzimy na dziedzińcu klasztornym, na którym rosną niespotykane w Bułgarii gatunki drzew i znajduje się klatka z owcą, która od czasu do czasu żałośnie pobekuje. Okazuje się że codziennie rano z ogromnego stada owiec posiadanych przez klasztor, wybierana jest jedna owca, która spędza czas w klatce na dziedzińcu monastyru, a wieczorem odprowadzana jest z powrotem. Na szczęście ma dostęp do jedzenia i picia. Nie dowiedziałam się o co chodzi z tą owcą i czemu spędza ona czas w klatce na klasztornym dziedzińcu. Niestety w monastyrze Bachkovo zostać możemy tylko na jedną noc, bo potem przyjeżdża duża grupa i wszystkie pokoje są zarezerwowane. Dlatego czasem warto coś zaplanować i wcześniej zadzwonić, z drugiej strony pewnie i tak nie dogadalibyśmy się po angielsku. Szkoda tym większa, że pokoje są na prawdę w dobrym stanie, a w okolicy byłoby kilka ciekawych do zobaczenia miejsc – monastyr znajduje się dosłownie „u wrót” Rodopów.

W Bułgarskich monastyrach panuje dużo swobodniejsza atmosfera, w porównaniu z monastyrami w Serbii, a zwłaszcza w Rumunii. W Rumunii na przykład, niemal w każdym miejscu obowiązują inne zasady ubierania się. Czasem trzeba koniecznie mieć długą do kostek spódnicę, a do innej cerkwi możemy wejść w spodniach (byle długich), innym razem oprócz spodni konieczna jest jeszcze jakaś przepaska. Do jednej świątyni można wchodzić z odkrytą głową, a w drugiej pilnująca cerkwi zakonnica jest święcie oburzona, że wchodzę bez chusty na głowie. Ciężko nie zginąć w tym gąszczu zakazów i nakazów. Zastanawiam się kto to wszystko wymyśla. Odnoszę wrażenie, że mnóstwo zasad istnieje głównie po to, by czuć się w tym wszystkim trochę zagubionym i zawsze mieć możliwość zrobienia czegoś nie tak. W cerkwi bułgarskiej, ważniejsze chyba od wyglądu zewnętrznego wiernych, są ich intencje. Mimo tego, że dookoła klasztorów rozciągają się rozliczne kramy z rękodziełem, ziołami czy zwyczajną tandetą, same monastyry są prawdziwymi oazami spokoju w których mamy nasycić swoją duszę. Dlatego znajdują się w nich miejsca w których możemy usiąść, stół z dzbankiem wody i szklankami, lub po prostu czeszma z zimną górską wodą, czasem w formie fontanny, ale zrobionej tak, by móc z niej pić. Picie ze studni symbolizować ma ukojenie pragnienia duszy. Dlatego w większości serbskich i bułgarskich monastyrów przy wejściu albo zostajemy ugoszczeni, albo mamy ugościć się sami zimną wodą. Dawanie przybyszom wody na powitanie, nie jest tylko pustym gestem i niezbyt wypada nam odmówić, gdy ktoś nam ją proponuje. W Rumunii niestety nie ma już takiego zwyczaju. Jeżeli monastyr położony jest mocno na uboczu, oprócz picia wody będziemy z pewnością musieli spędzić trochę czasu na rozmowie z osobą, która nas gości, dlatego nie warto się śpieszyć. Bardzo często zostajemy także poczęstowani na przykład kawą, owocami, czasem nawet rakiją. Baczkowo jest chyba zbyt tłumnie obleganym miejscem, by czegoś takiego doświadczyć, ale piszę o tym niejako przy okazji.

Monastyr Baczkowski – cerkiew z XVII wieku.

W obrębie murów monastyru znajduje się dużo miejsc w których można usiąść i coś pokontemplować.

Przepiękna metasekwoja na dziedzińcu klasztoru.

Na dziedzińcu monastyru baczkowskiego rosną również granaty.

Dookoła monastyru rozciągają się takie widoki.

Po południu robi się bardzo pusto.

Monaster Zaśnięcia Matki Bożej w Baczkowie jest drugim co do wielkości i drugim najliczniej odwiedzanym monastyrem Bułgarii po Monastyrze Rilskim. W jego skład wchodzą 4 kościoły, i ponad ośmiohektarowe gospodarstwo, w tym liczne sady owocowe i stada zwierząt. Na stronie monastyru jest napisane, że miejsce to jest częścią bułgarskiego dziedzictwa i jest zawsze otwarte na wszystkich odwiedzających. Monastyr powstał w roku 1083 za sprawą Cesarstwa Bizantyjskiego – jego założycielem był Gruzin Grigorii Bakuriani, a jego pierwszymi mieszkańcami mnisi z południowo-wschodniego krańca imperium, głównie Gruzji i Armenii. W końcu jedenastego stulecia przy klasztorze powstała szkoła z biblioteką, w której zgromadzono bogaty zbiór ksiąg starogruzińskich, ormiańskich, bizantyjskich oraz starobułgarskich. Monastyr posiadał pełną autonomię i do 1363 roku nie musiał podlegać administracji Płowdiwu. Monaster pozostawał w granicach Bułgarii do 1393, kiedy tereny te zostały podbite przez Turków. Baczkowo wprawdzie przetrwało pierwszą falę tureckiej inwazji, jednak w XV wieku zostało rozgrabione i zniszczone. Klasztor odbudowano pod koniec XVII stulecia na wzór cerkwi na świętej górze Athos, a patronatem objął ją Patriarchat Konstantynopola.

W cerkwi pochodzącej z 1604 roku, postawionej na ruinach budowli wzniesionej przez Bakurianiego, znajduje się cudowna gruzińska ikona z 1310 roku przedstawiająca Maryję Eleusa – przedstawienie w którym postaci Maryi i dzieciątka stykają się z sobą policzkami. Przed obrazem niemal cały czas stoi kolejka wiernych. Ikona w czasach ottomańskich została z Baczkowa wyniesiona i znajdowała całkiem niedaleko w miejscu o nazwie Kluviata, które zaraz zobaczycie. Tam znaleziono ją w XVII wieku i z powrotem umieszczono na swoim miejscu. Tutaj można poczytać o przypadkach cudownego wyleczenia się z chorób, które ponoć dokonało się za sprawą cudownego obrazu.

Pokryty freskami przedsionek cerkwi.

  Nawet jeśli jesteśmy wielkimi fanami zabytków i historii sztuki, wizyta w samym monastyrze nie może trwać w nieskończoność. Jeszcze tego samego dnia postanawiamy udać się do rezerwatu „Czerwona Skała” i obejrzeć schowane w górach paraklisy oraz wodospad (który latem jest niemożliwy do zobaczenia ze względu na brak wody w rzece). Jeśli już przyjechaliśmy do monastyru koniecznie trzeba nie zważając na upał, pospacerować po okolicy, bo jest niezwykle malownicza. Na szczęście większość trasy jest miło zacieniona. Idąc mijamy klasztorne sady i pastwiska.
Paraklis to rodzaj kaplicy znajdujący się zazwyczaj nieopodal dużego i znanego miejsca kultu. Paraklisy stawiano dla konkretnego świętego, miały umożliwiać odprawianie nabożeństw w wąskim gronie wiernych, na przykład chrztów. W Bułgarii stawiano je także wysoko w górach za tureckiej okupacji. Ich lokalizacja była objęta sekretem, o którym wiedzieli tylko wtajemniczeni. Wierni spotykali się tam w tajemnicy i uczestniczyli w nabożeństwach.
Niesamowite wrażenie robi baczkowskie ajazmoto, czyli kaplica mieszcząca w sobie źródło cudownej i leczniczej wody. Budynek pokryty jest malowidłami z zewnątrz i wewnątrz, a dookoła niego rosną kilkusetletnie platany. Drzewa malowniczo powrastały w kamienną konstrukcję i powoli zaczynają ją rozsadzać.  Miejscami wygląda to jak jakiś lokalny Angkor.

Czerwona skała o zachodzie słońca.

Większość trasy mimo że wiedzie odrobinę pod górę 😉 to jest przyjemnie zacieniona.

Baczkowskie ajazmoto – źródło świętej i leczniczej wody.

Studnia wyłożona jest świętymi wizerunkami na zewnątrz i wewnątrz.

Ogromne wrażenie robią kilkusetletnie platany (prawie jak w Angkor).

Potem ścieżka pnie się mocno pod górę i prowadzi nas w stronę Kluviaty.

Następnie ścieżka zaczyna piąć się pod górę i dochodzimy do miejsca zwanego Kluvia lub Kluviata, w którym znaleziono baczkowską ikonę Maryi Eleusa ukrytą przed Turkami. Znajduje się tam piękny i w całości od wewnątrz pokryty zadymionymi malowidłami paraklis poświęcony św. Michałowi Archaniołowi. Miejsce jest niezwykle klimatyczne, zwłaszcza że o zachodzie słońca jesteśmy jedynymi odwiedzającymi. Szkoda tak szybko stamtąd wracać, ale ze względu na włóczące się samopas psy, które po ciemku mogłyby być mniej przyjazne, musimy zacząć iść z powrotem. Położone wyżej miejsca mają niesamowity klimat i wielka szkoda tak szybko je opuszczać. Porównać można je jedynie z pustelnią św. Sawy nieopodal monastyru Studenica w Serbii.

Paraklis Świętego Michała Archanioła wewnątrz w całości pokryty zadymionymi freskami.

Paraklis św. Michała Archanioła w detalach. Miejsce stoi sobie w górach nie pilnowane przez nikogo.

Niestety przepięknego wnętrza nie dało się sfotografować ze względu na panujące wewnątrz egipskie ciemności.

Na koniec kilka informacji o rozciągających się przed monastyrem kramach. Można zakupić na nich oprócz spotykanej wszędzie chińskiej tandety, także rękodzieło, ceramikę trojańską, rewelacyjny kozi, owczy i bawoli nabiał, oraz skonsultować się i otrzymać poradę zielarską. Kilka kiosków z suszonymi ziołami i mieszankami ziołowymi obsługiwanych jest przez baby czyli starsze kobiety znające się na medycynie ludowej. Dlatego jeden ze straganów prowadzony był na przykład przez Babę Martę. Niestety konsultacja może odbywać się wyłącznie w języku bułgarskim. Kobietom niestety nie asystuje nikt młody, kto mógłby pełnić rolę tłumacza. Można zakupić u nich mieszanki ziołowe na przykład słynny Rodopski Czaj, ziele gojnika, czubrycę i inne tym podobne mocno lokalne rośliny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *