Archiwum kategorii: Angkor

Angkor 2011 (część druga)

Kolejne dni spędzamy na odwiedzaniu świątyń i obiektów znajdujących się w obrębie XII wiecznego miasta Angkor Thom, czyli dość mocno zapełnione ludźmi świątynie Bayon i Ta Prohm oraz rzadziej odwiedzane Preah Khan, Baphuon, Phnom Bakheng oraz inne miejsca takie jak Taras Słoni czy Taras Trędowatego Króla, oraz bramy miasta. Twórcą Angkor Thom był król Dżajawarman VII postać tajemnicza, sprzeczna i kontrowersyjna. Jednocześnie żarliwy buddysta i brutalny zdobywca. Za jego panowania państwo Khmerów zajmowało największy obszar w historii. Sięgało od Laosu po Malezję, obejmowało tereny dzisiejszego Wietnamu oraz prowincji Yunnan. Religią panującą stał się buddyzm Mahajana. W ramach imperium, przede wszystkim na równinie Angkoru, ale także na innych podbitych obszarach król rozpoczął chaotyczne stawianie przeróżnych budowli. Z jednej strony mienił się miłosiernym władcą stawiał liczne szpitale i schroniska (według ludowych legend Kambodży cierpiał na trąd) oraz twierdził że „cierpienie władcy składa się z cierpienia ogółu a nie jego własnego bólu” uważał się nawet za wcielenie Lokeśwary.  Z drugiej strony jego narastająca megalomania, chęć uczynienia się nieśmiertelnym zmuszała jego poddanych do skrajnych wyrzeczeń by sprostać ambicjom króla. Angkor Thom miało być stolicą jego państwa i ukoronowaniem tego wszystkiego. Dżawarmajan chciał stworzyć miasto, które będzie niepokonane, oraz zbudowane w taki sposób aby przynosiło maksymalną pomyślność oraz posiadało magiczną ochronę przed atakami i siłami zła. Architekci odtworzyli w konstrukcji miasta kosmografię hinduską i buddyjską oraz mit o ubijaniu morza mleka przez bogów i demony aby wydobyć z głębin eliksir nieśmiertelności. Dzięki temu wszystkiemu Angkor Thom miało pozostać niezwyciężone. Według różnych źródeł mogło mieszkać w nim nawet milion osób, choć zwykli obywatele mieszkali raczej poza jego murami. Było podzielone na 144 dzielnice mniej więcej po 250 metrów kwadratowych. Miasto miało zapewnione dostawy wody dzięki jednej z najlepszych sieci irygacyjnych kiedykolwiek stworzonych w tej części Azji. Otoczone było murami i dwiema fosami zewnętrzną i wewnętrzną a wejścia strzegło pięć bram ozdobionych twarzami Lokeśwary bodhisattwy z którym identyfikował się Dżawarmajan i jego rysy zostały w tym wizerunku uwidocznione (po raz pierwszy stało się to podczas wznoszenia Preah Khan). Dzięki temu król mógł wszędzie roztaczać swoje miłosierne i wszechwiedzące oblicze i zyskać pewien status nieśmiertelności. Po jego śmierci obalono wiele posągów Buddy z jego twarzą a ludzie odwrócili się od wystawnego nurtu buddyzmu Mahajana, na rzecz Hinajany i hinduizmu.

kam_angkor_brama-angkor-thom_001

Każda z pięciu miejskich bram poprzedzona była groblą wzdłuż której przedstawiano 54 bogów po jednej stronie i 54 demony po drugiej, żeby tworzyły one świętą i wyjątkowo pomyślną liczbę 108 obrońców miasta. Rzędy bogów i demonów zamykały nagi – siedmiogłowe węże

Bayon

Ukoronowaniem starań i obsesji Dżawarmajana jest świątynia-góra Bayon, gdzie podobnych twarzy było ponad 200. Będąc w tej świątyni nie sposób oprzeć się wrażeniu pewnej opresyjności tego miejsca. Osoba odwiedzająca świątynię jest wszędzie śledzona przez wszechobecne wizerunki króla. Góra najeżona podobiznami króla-buddy o trudnym do interpretacji wyrazie twarzy wygląda trochę złowieszczo. Płaskorzeźby w świątyni poświęcone są dokonaniom Dżawarmajana, pełne maszerujących żołnierzy biorących udział w kampaniach przez niego zorganizowanych. Słynna jest płaskorzeźba przedstawiająca bitwę z Czamami na jeziorze Tonle Sap. Świątynię zdobią też tak jak wszędzie wizerunki apsar i dewat.

kam_angkor_bayon-brama_001 kam_angkor_bayon-twarze_001 kam_angkor_bayon-twarze_002 kam_angkor_bayon-apsara_001 kam_angkor_bayon-detal_001 kam_angkor_bayon-plaskorzezba_003 kam_angkor_bayon-plaskorzezba_002 kam_angkor_bayon-plaskorzezba_001 kam_angkor_bayon_001

Świątynia Bayon jest pełna ludzi w zasadzie przez cały dzień z wyjątkiem późnego popołudnia. Znajduje się najbliżej Angkor Wat no i jest niezmiernie fotogeniczna. Mimo wszystko moim zdaniem nie robi takiego wrażenia jak Angkor Wat. Jest wyrazem obsesji i megalomanii i trochę da się to odczuć do dnia dzisiejszego, co oczywiście nie znaczy, że nie należy jej odwiedzać. Angkor Wat ma bardzo wysublimowaną, elegancką formę, Bayon zaś jest dużo bardziej mroczny, jak dla mnie trochę przeładowany i nie tak harmonijny.

Preah Khan

Tego samego dnia jedziemy do Preah Khan. W czasie południowego gorąca w zasadzie można by było urządzić sobie w niej drzemkę gdzieś w cieniu, gdyby nie rozliczne mrówki które zaraz zaczęłyby nas namiętnie konsumować. Przez większość czasu nie było w niej nikogo, a wszystkich osób jakie tego dnia w niej spotkaliśmy było może pięć. Chociaż sama świątynia nie jest najciekawszą świątynią jaką widziałam w Angkor, bo na tyle zniszczona, że trudno rozszyfrować jej pierwotny kształt i zamysł jej twórców, to było w niej tak spokojnie, że uważam wycieczkę do niej za bardzo udaną. Na pewno dało się ją obejrzeć lepiej niż rozdeptywany przez tabuny turystów  Bayon i poczuć w niej tajemniczą atmosferę. Preah Khan wybudowana w latach 1184-91, poświęcona ojcu Dżawarmajana VII była otoczona murami i w niektórych opracowaniach nazywana jest miastem. Jej nazwę można przetłumaczyć jako „Święty Miecz” i przypuszcza się że była miejscem przechowywania świętego miecza królestwa Khmerów, którego współczesna kopia cały czas przechowywana jest w pałacu królewskim w Phnom Pehn. Zajmowała obszar 15 akrów. Posiadała własny system zaopatrywania w wodę. Była jednocześnie świątynią poświęconą Buddzie i bóstwom z panteonu hinduistycznego, klasztorem oraz sławną szkołą, naśladującą hinduski model wielkich uniwersytetów buddyjskich. Mieszkało w niej 100 000 osób  w tym 1000 tancerzy i nauczycieli.

kam_angkor_preah-khan_001 kam_angkor_preah-khan_002 kam_angkor_preah-khan_005 kam_angkor_preah-khan_003 kam_angkor_preah-khan_004 kam_angkor_preah-khan_006 kam_angkor_preah-khan_007

Ta Prohm

Kolejnego dnia odwiedzamy świątynię Ta Prohm, która tak jak Bayon bardzo mocno funkcjonuje w wizualnej popkulturze. Między innymi za sprawą filmu  Lara Croft Tomb Raider stała się jedną z najliczniej odwiedzanych świątyń w Angkor.  Świątynia poświęcona została matce Dżawarmajana VII czczonej jako „boska matka wszystkich bogów i matka doskonałej wiedzy”. Zamieszkiwało tu 12 000 osób. Inskrypcja na odnalezionej w Ta Prohm steli głosi, że żyło w niej 18 arcykapłanów, 2740 kapłanów, 2232 asystentów oraz 615 rytualnych tancerek. W zamkniętym skarbcu świątyni przechowywano 500 kg złotych talerzy, 35 diamentów, 40620 pereł, 4540 kamieni szlachetnych, bele jedwabiu, chińskie parasole, zasłony. Ta Prohm zarządzała 102 szpitalami ufundowanymi przez króla. Wybudowana została na obszarze wykarczowanej dżungli, po czym została z powrotem pochłonięta przez las, dzięki czemu zachowała się w dość dobrym stanie.

kam_angkor_ta-prohm_006 kam_angkor_ta-prohm_002
kam_angkor_ta-prohm_004 kam_angkor_ta-prohm_003
kam_angkor_ta-prohm_001

Baphuon

Tego dnia także włóczymy się trochę przypadkowo natrafiając między innymi na świątynię-górę Baphuon, niestety niedostępną z powodu remontu. Wybudowano ją w połowie XI wieku jako świątynię hinduistyczną poświęconą Siwie. W XV wieku przekształcono ją w świątynię buddyjską.

kam_angkor_baphuon_001 kam_angkor_baphuon_002 kam_angkor_baphuon_003 kam_angkor_baphuon_004 kam_angkor_baphuon_mnisi_001 kam_angkor_ludzie-na-motorze_001

Angkor 2011 (część pierwsza)

Angkor to starożytne miasto Khmerów znajdujące się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. W ostatnich latach odwiedzane przez około 2 miliony obcokrajowców rocznie, czyli inaczej mówiąc dzikie tłumy. Według internetowych źródeł, przychody z turystyki związanej z tym miejscem to około 15 % produktu krajowego brutto Kambodży. Trudno więc liczyć na to, że znajdziemy się w jakimś zapomnianym przez ludzi i bogów miejscu, w którym będziemy praktycznie sami. Mimo wszystko da się pobyt tam dość łatwo przeżyć i zorganizować nie przepychając się łokciami w tłumie turystów. Trzeba tylko robić coś zupełnie odwrotnego niż robią wszyscy i mamy zapewniony względny spokój. Więc jeśli wszystkie przewodniki i źródła radzą, że koniecznie trzeba zobaczyć wschód słońca przy Angkor Wat, trzeba wybrać się tam po południu. Albo zacząć odwiedzanie świątyń w odwrotnej do wszystkich innych ludzi kolejności i może się tak zdarzyć, że w niektórych będziemy całkiem sami. Raz tylko i to przypadkiem trafiamy na mainstreamową atrakcję: o zachodzie słońca jesteśmy tam gdzie trzeba zobaczyć zachód słońca. I musimy czekać w sporej kolejce żeby zejść i wejść po schodach na kamienną piramidę bo nie da się tego zrobić w normalnym tempie. Na górze czujemy się jak w środku wycieczki fakultatywnej i w silnych oparach absurdu. Są prawie wszystkie narody świata. Wszyscy robią zdjęcia jak szaleni do punktów z których można je zrobić ustawiają się kolejki. Jest głośno jak w ulu i tłoczno jak w pociągu do Kołobrzegu w środku wakacji w złotych latach pkp.

kam_angkor_phnom-bakheng_001

Jakoś tak wyszło, że znaleźliśmy się tam gdzie wszyscy w świątyni Phnom Bakheng.

kam_angkor_phnom-bakheng_003

Ponoć jeśli nie zobaczy się tam zachodu słońca to wizyta w Angkor nie ma sensu.

kam_angkor_phnom-bakheng_004

Ci wszyscy ludzie czekają więc na zachód słońca – ostatni punkt programu, w międzyczasie nie próżnując.

kam_angkor_phnom-bakheng_002

Postanawiamy nie czekać z nimi, bo potem będziemy wracać w tłumie pojazdów spalinowych czekających na nich u dołu.

kam_angkor_widok-z-phnom-bakheng_002

Chociaż faktycznie jest na co popatrzeć.

kam_angkor_widok-z-phnom-bakheng_001

Oczywiście taka pustka na zdjęciu jest mocno złudna.

kam_angkor_phnom-bakheng_005

Bo razem z nami przeżywa ją trochę więcej osób :-O

Na ile dni najlepiej kupić bilet wstępu? Sprawa mocno indywidualna. Niektórzy znudzą się po dniu, dla innych tydzień to  za mało. Mam takie tempo, że cały pierwszy dzień w zasadzie upłynął mi na tym by w spokoju obejrzeć sobie Angkor Wat. Bilet trzydniowy wystarczył by w miarę pobieżnie obejrzeć tylko najbliżej położone świątynie dostępne rowerem, bez dalszych wycieczek na przykład do Banteay Srey. Po tych trzech dniach w sumie wyjeżdżałam stamtąd z poczuciem niedosytu i ze świadomością, że obejrzałam tylko bardzo niewielki ułamek pozostałości khmerskiego imperium. Dlatego odleglejsze od Siem Reap świątynie zostały przeniesione na bliżej nieokreślony czas przyszły. Całość jest na tyle fascynująca, że będę chciała kiedyś tam wrócić. Poza tym chciałabym zobaczyć też jakieś inne miejsca Kambodży, bo widziałam tylko jedno i to najbogatsze a zarazem najbardziej „uprzemysłowione” turystycznie.

Czym najlepiej się tam wybrać? Z racji mojego nieraz może przesadnego zamiłowania do indywidualizmu oraz braku zamiłowania do taksówek i tuk tuków zdecydowanie polecam rower, dla osób które w Polsce jeżdżą rowerem w porze ciepłej od czasu do czasu nie powinno być to to żadne wyzwanie. Odległość od Siem Reap do świątyń to mniej niż 10 kilometrów, jest płasko oraz droga jest w miarę zacieniona. Na rowerze jest przyjemnie chłodno. Można wszędzie go przypiąć i zostawić – jako że pożyczone przez nas rowery nie wyglądały jak milion dolarów, toteż niespecjalnie się o nie baliśmy. Natomiast lepiej nie wkładać toreb ani plecaków do rowerowego koszyczka, tylko zapiąć go, przełożyć przez kierownicę albo najlepiej wziąć na plecy, bo wyrywanie ich to ponoć popularny sport. Oczywiście do świątyń położonych dalej trzeba mieć albo porządny nie zdezelowany rower, albo wynająć jakiś transport spalinowy, ale do tych położonych w obrębie Angkor Thom i niedalekich okolicach rower typu miejskiego moim zdaniem absolutnie wystarczy.

Zdecydowanie warto odwiedzić Angkor i mimo wszystko nie ma co się zrażać że jest to tak niezwykle popularne miejsce. Robi na prawdę niezapomniane wrażenie. Nie da się go z niczym porównać. Całe miasto jest na tyle dużych rozmiarów że jeśli się odrobinę postaramy to nie będziemy oglądać go w tłumie turystów. Za to na pewno nie unikniemy tłumów sprzedawców i żebraków, nieważne czy pójdziemy do Angkor pieszo, czy pojedziemy rowerem, skuterem, tuk tukiem, samochodem czy autokarem. Setki osób będą próbowały sprzedać nam pamiątki i jedzenie, a inne coś od nas wyżebrać i nie ma co ukrywać że jest to nieco męczące. Kambodża to jednak kraj rozwijający się i jeden z najbiedniejszych w Azji, więc prawdopodobnie musi tu tak być jeszcze przez jakiś czas. Przypuszczam, że wystarczy jak sprzedadzą jedną rzecz dziennie i mają niezły jak na lokalne warunki zarobek, bo ceny ich produktów są bardzo mocno zawyżone, dlatego jest ich aż tylu. Są strasznie natarczywi, próbując wymusić kupno czegokolwiek, proszą i powtarzają w kółko i jest to skuteczne – wielu ludzi na odczepnego coś kupuje. Chociaż na niewiele się to zdaje bo natychmiast podbiega do niego dwa razy tyle sprzedawców i są jeszcze bardziej natarczywi.  Oglądałam takie scenki wielokrotnie. Wkurzanie się na to nic nam nie pomoże już lepiej obracać to w żart. Sytuacja jest tak absurdalna, że „sprzedawcy wszystkiego” czasem śmieją się z nami. Jedzenie i wodę lepiej zabrać z Siem Reap, bo nie wydaje mi się że to dobry pomysł by korzystać ze straganów w pobliżu świątyń (tych stacjonarnych i tych mobilnych) bo wyglądają jakby absolutnie nikt tego nie kontrolował. Jest to wyjątkowo fatalne miejsce żeby coś jeść.  Raz odważyłam się w jednym z nich kupić wodę bo skończyła się nam bardzo wcześnie, ale na szczęście była oryginalnie zabutelkowana chociaż niekoniecznie na taką wyglądała i mieliśmy dylemat czy lepiej ją pić czy paść z gorąca za to bez ameb i innych ciekawych drobnoustrojów, ale okazała się być jednak wodą ze sklepu.

Pierwszą świątynią jaką oglądamy jest Angkor Wat. Nie wiem czy ktokolwiek będzie w stanie zrozumieć o co w niej chodzi bez zobaczenia jej na własne oczy. Było to przedsięwzięcie na niezwykłą wprost skalę. Setki metrów unikalnych płaskorzeźb, niesamowicie przemyślana i misterna konstrukcja, może nawet jedno z największych ludzkich osiągnięć w dziedzinie architektury w ogóle? Liczbą jaka często powtarza się w konstrukcji świątyni jest 12 (prasatów, klatek schodowych, wejść) a główną zasadą jej konstrukcji jest bezwzględnie stosowana zasada stereometrii, gdzie każdy trzech kolejnych poziomów świątyni jest dokładnie o połowę mniejszy i połowę wyższy, dlatego poszczególne części budynku nie zasłaniają się i dają wrażenie doskonałej piramidy.  W Kambodży znana jest legenda mówiąca o udziale boskiego architekta Wiszkawarmana w powstawaniu świątyni, która miała zostać wybudowana na pocieszenie dla syna boga Indry i khmerskiej księżniczki, który po osiągnięciu dorosłości został przez swego ojca wzięty do nieba. Inni bogowie odrzucili go jednak ze względu na zapach człowieka i nie pozwolili ze sobą zamieszkać. Według drugiej wersji legendy Ket Malea albo Ketumala – wspomniany wcześniej syn Indry został zapytany o wybranie niebiańskiego budynku w którym chciałby mieszkać na ziemi, i nie śmiejąc prosić o nic lepszego, poprosił o stajnię dla wołów. Angkor Wat nazywany jest więc stajnią niebiańskich wołów. Niezwykle rzadko kupuję książki o odwiedzonych zabytkach. W tym przypadku po powrocie kupiłam aż dwie by wszystko jeszcze raz w miarę dokładnie prześledzić.

Nie wiem jak to wygląda podczas słynnego wschodu słońca, ale im bardziej po południu tym ludzi mniej, pod koniec jesteśmy niemal sami i się tym napawamy. Jesteśmy tam w weekend i pewnie dlatego Angkor Wat odwiedza też sporo lokalnych turystów z Kambodży, którzy podchodzą, zagadują czasami robią z nami zdjęcia bo my też jesteśmy atrakcją a nie tylko Angkor Wat, a szczytem atrakcji jest zdjęcie z Europejczykami na tle Angkor.  W Tajlandii byłoby to nie do pomyślenia, tutaj czujemy się bardziej swojsko jak w Chinach. Oczywiście to ta najbogatsza część społeczeństwa, którą stać na to żeby gdziekolwiek pojechać. Do dalej położonych świątyń raczej już nie zaglądają. Są całkiem wesołym narodem, często długo i głośno się śmieją. Zagadują i żartują.

kam_angkor_angkor-wat_002

Świątynia jest bardzo rozległa, rozciąga się na obszarze ponad 2 kilometrów kwadratowych.

kam_angkor_angkor-wat_003

Wybudowano ją w 35 lat.

kam_angkor_angkor-wat-turysci_001

Największe wrażenie robią długie na kilkaset metrów płaskorzeźby. Każda twarz ma indywidualne rysy i mimikę.

kam_angkor_angkor-wat_plaskorzezby_001

Przedstawiają one  sceny z Mahabharathy (na przykład bitwę pod Kurukszetrą) i Ramajany – indyjskich eposów.

kam_angkor_angkor-wat_plaskorzezby_002

Na przykład kluczowy moment Ramajany – bitwa pod Lanką, której głównym bohaterem był Rama inkarnacja Wisznu – ideał prawego króla.

kam_angkor_angkor-wat_plaskorzezby_005

Najdłuższy rząd płaskorzeźb świątyni ciągnie się na 580 metrów.

kam_angkor_angkor-wat_plaskorzezby_004
kam_angkor_angkor-wat_apsary_001

Samych dewat – boginek i apsar – tancerek na ścianach Angkor Wat jest ponad 1500 i nie ma chyba dwu takich samych.

kam_angkor_angkor-wat_apsary_002 kam_angkor_angkor-wat_plaskorzezby_003  kam_angkor_angkor-wat-turysci_002 kam_angkor_angkor-wat_004  kam_angkor_angkor-wat_001
kam_angkor_angkor-wat_006

Boczne prasaty powtarzają konstrukcję prasatu centralnego ale w mniejszej skali.

kam_angkor_angkor-wat_005

Wzgórze na którym stoi centralny prasat zostało sztucznie usypane. Wstęp mieli tutaj tylko król i najwyżsi kapłani. Symbolizował górę Meru.

kam_angkor_angkor-wat_mnisi_001