Archiwum kategorii: Ljubostinja

Resava i Dolina Wielkiej Morawy 2015

Tym razem będzie o tym, co warto zobaczyć w serbskiej Dolinie Wielkiej Morawy. W książkowym przewodniku turystycznym który akurat tym razem mieliśmy ze sobą jedynymi wartymi i mocno polecanymi do odwiedzenia miejscami były monastyry szkoły morawskiej. Wzięliśmy go tylko dlatego, że jadąc samochodem, nie musieliśmy dżwigać go na własnych plecach. Czasem przydaje się w sytuacji, gdy zupełnie zmieniamy plany. Kiedy decyzja zapada późno w nocy, w miejscu gdzie nie ma jakiegokolwiek internetu, z książki zazwyczaj można dowiedzieć się czy tam dokąd chcemy pojechać warto liczyć na jakieś noclegi czy inne ułatwienia. Niestety z przewodnikami jest tak, że zazwyczaj po przyjeździe na okazuje się, że oprócz tego co w nim wymienione, na miejscu jest jeszcze mnóstwo innych rzeczy do robienia i oglądania. Zazwyczaj są ciekawsze bo bardziej autentyczne i mniej uczęszczane. Można zupełnie się w nich zrelaksować. Czasem jednak na poboczne atrakcje nie starcza czasu, ponieważ zazwyczaj tracimy go na obejrzenie tego co radzi przewodnik. W dodatku nie tylko my korzystamy z tych książkowych porad. Czasem razem z nami udział w „turystycznym przeżyciu” bierze udział całkiem sporo ludzi (oczywiście zatopionych w lekturze tego samego przewodnika) i mamy poczucie że jesteśmy na jakiejś tajemniczej na poły zorganizowanej wycieczce. Ja natomiast wszelkimi atrakcjami wolałabym cieszyć się zupełnie indywidualnie. Nieraz z tymi samymi osobami mijamy się w kilku odwiedzanych miejscach. To śmieszne i straszne jednocześnie. Tymczasem to co najciekawsze jak zwykle znajduje się po drodze lub gdzieś w międzyczasie. Dlatego coraz częściej stosujemy różnego rodzaju ucieczki z popularnych szlaków i dobrze na tym wychodzimy. Z drugiej strony, gdyby nie przewodnik w wiele miejsc w ogóle nie pojechalibyśmy. Nie warto jednak zupełnie serio go traktować. Na przykładzie Doliny Wielkiej Morawy i Resavy widać, że warto szukać na własną rękę, a nie tylko sugerować się czyimiś radami. Na miejscu prawie zawsze okazują się one być średnio potrzebne i gdybym miała możliwość pojechania tam drugi, raz mój plan byłby zupełnie inny. Jak zwykle nie warto się śpieszyć i najlepiej zdać się na własne czasem losowe poszukiwania. Wyjdziemy na tym znacznie lepiej niż ślepo trzymając się planu.

srb_monastyr_ljubostinja_003.jpg

Monastyr Ljubostinja wybudowany w stylu morawskim.

srb_monastyr_ljubostinja_002.jpg

Ljubostinja – wszystkie trzy odwiedzone przez nas monastyry posiadają bardzo podobne detale architektoniczne. Gdyby nie daty i nazwy plików ciężko byłoby odróżnić który jest który.

srb_monastyr_ljubostinja_001.jpg

Jabłonka przygnieciona własnym plonem, z którego powstanie zapewne jakaś gustowna rakija.

Kiedy już tam dojechaliśmy, okazało się że zamiast odhaczać na liście kolejne zabytki, z których odwiedzania niewiele nam przyjdzie, warto byłoby skasować kilka następnych dni z planu podróży i zostać tutaj. Zachwalane przez nasz przewodnik prawosławne monastyry okazały się (jak dla mnie) chyba najmniej interesujące ze wszystkich odwiedzonych przeze mnie monastyrów w Serbii. Może na zdjęciach wyglądają w miarę ciekawie, jednak w porównaniu do Fruskiej Gory, Góry Kablar, Studenicy i mnóstwa innych miejsc w Serbii, wypadły stosunkowo blado. Nie miały atmosfery i „tego czegoś”. Czułam się w nich jak turysta a nie jak gość, a już od dawna nie do końca bawi mnie typowe zwiedzanie czegokolwiek, dlatego staram się raczej unikać miejsc, gdzie nie da się nie „zwiedzać”.

Najpierw udajemy się do monastyru Manasjia (zwanego także monastyrem Resava). Na zdjęciach  wygląda on niezwykle imponująco z powodu bardzo solidnych murów z jedenastoma wieżami, którymi jest otoczony. Monastyr pochodzi z XV wieku, został wybudowany przez Despotę Stefana Lazarevića. Znajdująca się w twierdzy cerkiew Świętej Trójcy reprezentuje styl morawski – budowla jest podobna do pozostałych monastyrów  w okolicy.  Miejsce mało być ostoją serbskiej kultury i religii – manuskrypty szkoły resavskiej były bardzo znane i cenione w XV i XVI wieku.  Fortyfikacje i tak nie uratowały monastyru przed Turkami, którzy spalili go w XVIII wieku. W cerkwi w zasadzie większość fresków i wystroju udało się im skutecznie zniszczyć. Wielokrotnie grabiono też skarbiec, dlatego do oglądania pozostało tu stosunkowo niewiele. Murami też nie ma się za bardzo jak nacieszyć. Nie da się na nie wyjść i się po nich przespacerować, bo nikt chyba nie wpadł na taki pomysł. Aczkolwiek na murze trwały  prace remontowe, więc może kiedyś będzie to możliwe. Szkoda wielka bo okolica wygląda rewelacyjnie. Póki co możemy sobie je tylko pooglądać z dołu. Niestety miejsce nie posiada szczególnej atmosfery, nie jest ważnym miejscem pielgrzymek i lokalnej duchowości. Po prostu ładnie wygląda na zdjęciach lotniczych albo z drona. Wewnątrz murów możemy pooglądać równo przycięte rabatki i pustawą cerkiew. Może na przykład o zachodzie słońca albo o zmroku miejsce zaczęło by być bardziej klimatyczne, na tyle żeby dłużej w nim zostać i się zafascynować, jednak dużo bardziej wolałabym przejść się po interesująco wyglądającej okolicy niż na szybko zwiedzić sam klasztor. W miarę interesująco przedstawiał się za to  klasztorny sklep z dewocjonaliami prowadzony przez zakonnice, w którym można było nabyć także przetwory i całkiem przyzwoitą jabłkową rakiję.

srb_monastyr-manasija_001.jpg

Monastyr Manasija otoczony jest bardzo imponującym murem na który niestety nie można wejść.

srb_monastyr-manasija_002.jpg

Zdecydowanie ładniej wygląda na zdjęciach niż w rzeczywistości.

W pozostałych dwóch odwiedzonych przez nas monastyrach Ljubostinja i Ravanica było jeszcze mniej ludzi i jeszcze mniej atmosfery. Może błędem było przyjeżdżanie tam w środku tygodnia? Oba miejsca są dobre na krótkie zatrzymanie się w nich, obejrzenie i pojechanie dalej. Historia tego kraju potoczyła się tak, że większość interesujących monastyrów zachowanych do naszych czasów znajduje się na głębokiej prowincji w trudno dostępnych i niegdyś mało ważnych miejscach. Tylko dzięki temu przetrwały. Zazwyczaj więc znajdują się one w skupiskach, otoczone trudno dostępnymi górami i lasami. Pomiędzy nimi często wytyczone są ciekawe i zazwyczaj mocno pustawe trasy. Tak jest w kompleksach monastyrów: Ovčar-Kablar i Fruškiej Gorze. W Dolinie Wielkiej Morawy klasztory rozmieszczone są bardzo pojedynczo, oddalone od siebie o stosunkowo dużo kilometrów, wciśnięte w całkiem normalne otoczenie. Może przez to nie robią takiego wrażenia jak te położone w skupiskach w sąsiedztwie zalesionych pagórków i skał, kiedy tworzą własny mikrokosmos. Izolacja sprzyja zupełnie innemu traktowaniu przybyszów. Przyjście do monastyru na własnych nogach to coś zupełnie innego niż banalne przyjechanie samochodem. Monastyry szkoły morawskiej leżą często całkowicie w środku miejscowości i dostanie się do nich nei wymaga trudu. W dodatku – nie chcę narazić się tutaj historykom sztuki – ale muszę to stwierdzić, wszystkie trzy są do siebie mocno podobne. Detale architektoniczne występujące na nich są niemal identyczne. Spokojnie można odwiedzić jeden z nich na przykład Manasiję i zająć się innymi fajnymi miejscami w tej okolicy.

srb_monastyr_ravanica_001.jpg

Monastyr Ravanica.

srb_monastyr_ravanica_002.jpg

W detalach prezentuje się dość orientalnie.

srb_monastyr_ravanica_003.jpg

Monastyr powstał w XIV wieku, jego założycielem był święty serbskiego kościoła prawosławnego Lazar Hrebeljanović.

srb_monastyr_ravanica_005.jpg

Był pierwszym monastyrem szkoły morawskiej. Już po ośmiu latach od wybudowania pomimo murów obronnych został doszczętnie zniszczony przez Turków, co w późniejszych dziejach tego miejsca powtórzyło się jeszcze kilkakrotnie.

srb_monastyr_ravanica_004.jpg

Po rozpadzie Jugosławii każde z nowo powstałych państw zaczęło rozwijać się we własnym tempie i na swój sposób. Nie byłam jeszcze we wszystkich, ale w większości z nich. Spośród odwiedzonych przeze mnie państw, to właśnie w Serbii czas zatrzymał się najbardziej. Widać to po infrastrukturze, samochodach, wyglądzie miast i mnóstwie innych rzeczy. Wiele spraw pozostawiono samym sobie. To pewnie dzięki temu zachowały się takie regiony jak Resava, pełne nieczynnych już albo mocno podupadających kopalni węgla brunatnego, małych miejscowości, gdzie można na dobrych kilka dni skutecznie odpocząć od tak zwanej cywilizacji. Okolica obfituje w mnóstwo miejsc, w których można zaopatrzyć się w ekologiczne sery, miody i różne lokalne owocowe produkty w tym oczywiście rakiję. Przydrożne tablice i kramy zapraszają przejezdnych. Podejście do handlu też jest specyficzne. Kiedy próbowałam kupić owczy ser w jednym z gospodarstw, sprzedawcom zupełnie nie chciało rozmieniać się na drobne i sprzedawać go w niewielkiej ilości (a ileż możemy kupić w upale bez lodówki?) dlatego dali go nam za darmo.

srb_resava_kopalnia-wegla_001.jpg

Przejeżdżając przez region można napotkać wiele takich górniczych pozostałości. Niektóre kopalnie jeszcze działają.

Ciekawych atrakcji przyrodniczych jest tutaj parę. Po pierwsze znajduje się tu muzeum górnictwa – jedna z nieczynnych kopalń przeznaczona jest do zwiedzania, niestety nie mieliśmy czasu się w niej zatrzymać. Zamiast tego pojechaliśmy do największej otwartej dla turystów jaskini w Serbii, zatrzymując się także po drodze nad wodospadem otoczonym etno-restauracjami w wybitnie bałkańskim stylu. W okolicach jaskini znajdują się (prawdopodobnie niezbyt często uczęszczane) szlaki turystyczne, można powłóczyć się po niewielkich górkach i łąkowych pastwiskach. Wszystkie te miejsca są mocno niekomercyjne i odwiedzane głównie przez lokalnych turystów. Okolica jest niezwykle cicha i spokojna. Pozostaje mocno na uboczu od innych popularnych turystycznie miejsc w Serbii (jeśli w ogóle można mówić o jakiś miejscach w tym kraju są które mocno turystycznie skomercjalizowane i w porównaniu na przykład z Dubrownikiem).

Resavska Pecina jest największą jaskinią Serbii. Odkryta dopiero w 1962 roku przez pasterzy licznie dookoła wypasanych owiec. Przed wejściem do niej znajdziemy kasę biletową, pusty parking, i prawie nic dookoła, działa tylko jakiś podupadły bufet i sklep z pamiątkami. Nie ma licznych kramów z pamiątkowym badziewiem jak w innych tego typu obiektach. Przed jaskinią kręci się kilka osób, czekając na wejście do środka, wszystko odbywa się bardzo leniwie i spokojnie. Wewnątrz jaskini zdecydowanie jest co oglądać za to w porównaniu z jaskiniami na Węgrzech czy Słowacji jest tutaj wielokrotnie mniej odwiedzających, a opłata za wstęp jest bardzo niska. W środku na szczęście nikt nie puszcza kiczowatej muzyki i nie miga jaskrawymi światłami. Zwiedzanie odbywa się jeszcze „po staremu”.

srb_jaskinia_resava_001.jpg

Wejście do jaskini wygląda dosyć klimatycznie.

srb_jaskinia_resava_002.jpg

Wewnątrz jest na co popatrzeć, można w spokoju porobić zdjęcia, nikt specjalnie się nie śpieszy.

srb_jaskinia_resava_003.jpg

Można w spokoju poprzyglądać się różnym ciekawym formom skalnym.

srb_jaskinia_resava_004.jpg

A naszych uszu w międzyczasie nie masakruje jakaś ckliwa i kiczowata muzyka jak bywa to na Węgrzech lub na Słowacji.

srb_jaskinia_resava_005.jpg

Niektóre formy skalne wyglądają jak małe grzyby.

Po drodze z albo do jaskini warto wybrać się nad wodospad Veliki Buk. Można zrobić sobie niewielką przechadzkę i zjeść coś w położonych nad rzeką drogawych restauracjach. Miejsce wygląda bardzo sielsko i położone jest niemal na środku niczego.

srb_wodospad_veliki-buk_002

Można też wybrać się na przechadzkę do wodospadu Veliki Buk. W jego sąsiedztwie znajduje się kilka etno-restauracji położonych tuż nad wodą.

srb_wodospad_veliki-buk_001.jpg

Region zdecydowanie warto odwiedzić. Jeśli już musimy spędzić tutaj tylko jeden dzień zdecydowanie nie warto przeznaczać go tylko na jeżdżenie po prawosławnych monastyrach bo okolica posiada dużo więcej atrakcji przyrodniczych i gastronomicznych. Okolica zdecydowanie warta jest odwiedzenia, ale na zupełnie własną rękę. Z polecanych wszędzie atrakcji, być może warto wybrać się w ostateczności do monastyru Manasija (Resava), pozostałe zaś te bardziej przyrodnicze bez problemu znajdziemy po drodze. Wszystkie one oznaczone są przydrożnymi brązowymi tablicami. Region znakomicie nadaje się na kilkudniowy całkowity odpoczynek od cywilizacji w otoczeniu sadów owocowych, niewielkich górek lasów pastwisk.