Archiwum kategorii: Stambuł

Stambuł 2012

Kiedy po trzech latach ponownie przyjeżdżamy do Stambułu spotyka nas niemiła niespodzianka. Wszystkie hotele z których korzystaliśmy w obrębie Sirkeci przestały istnieć. Został już tylko jeden w którym miejsca są zabukowane przez internet na kilka miesięcy do przodu. Na ich miejscu pootwierały się hostele i nowe hotele z cenami wprost absurdalnymi. Turystyczny kwartał powoli rozszerza się na kolejną dzielnicę. Chodzimy z koszmarnie ciężkimi plecakami zawierającymi liczne zakupy z Urfy i oglądamy przeróżne pokoje. Ceny jak w zachodnioeuropejskich stolicach. Pokój za 100 lirów wygląda naprawdę nieźle, ale jeszcze nie tak dawno spaliśmy w tym mieście za 35, może nie było aż tak ślicznie ale i tak nie spędzamy w hotelu dużo czasu, więc po co tracić na niego tyle pieniędzy. W końcu nocleg po przystępniejszej cenie, chociaż i tak o wiele wyższej niż płaciliśmy poprzednio, udaje nam się znaleźć na Aksaray. Zamieszkujemy w hotelu o wdzięcznej nazwie Zümrüt, czyli szmaragd, z którego korzystają wyłącznie rosyjskie handlarki tekstyliami. Dużo się w nim dzieje. Przez całą dobę, kobiety przewożą windami sterty ubrań, ich pokoje wyglądają jak labirynty w których po sufit są ułożone góry opakowań. Jest jakaś szansa że turystyczna dzielnica prędko tam nie dotrze. Chociaż nie wiadomo. W niektórych miejscach całe ulice są wyburzone i coś nowego budują, wiele jadłodajni i lokant w których jedliśmy, herbaciarni i fryzjerów przestało istnieć. Stambuł który znaliśmy, przez trzy lata dość mocno się zmienił. Nie da się już mieszkać w idealnie położonym a przy tym dość spokojnym miejscu mając pod ręką sklepy, tanie jadłodajnie, mnóstwo opcji transportowych nawet późno w nocy. Wszędzie „idzie nowe”, zastanawiam się co stało się z rozmaitymi właścicielami małych biznesów, które pamięciowo kojarzyłam czy przenieśli się gdzie indziej z własnej woli, bo dostali jakieś sensowne odszkodowanie, czy muszą zaczynać wszystko od nowa. W miejscu gdzie byli po kilkadziesiąt lat, jakiś developer stawia na przykład apartamenty mieszkalne.

Nazajutrz postanawiamy udać się do Eyüp, bo jeszcze nigdy tam nie byliśmy. To ponoć najbardziej konserwatywne miejsce w Stambule, dzielnica położona na końcu Złotego Rogu, w której znajduje się meczet Sultan Eyüp, jedno z dziesięciu najświętszych miejsc islamu. Był to pierwszy meczet wybudowany tuż po zajęciu Konstantynopola przez Turków, bo w roku 1458. Upamiętnia miejsce śmierci Abu Ayyuba al-Ansari ważnego towarzysza i przyjaciela proroka Mahometa, który zginął podczas pierwszego arabskiego oblężenia  Konstantynopola, które zakończyło się porażką i jego ostatnim życzeniem było, by został pochowany w miejscu gdzie zginął. Jego grób został odnaleziony przez Turków oblegających Konstantynopol w roku 1453 podczas wizji jaką miał nauczyciel sułtana Mehmeda Zdobywcy. W pobliżu meczetu wybudowano także medresę, jadłodajnie dla ubogich i hammam. Dzisiaj okolice meczetu wyglądają jak religijny lunapark. Jest kolejka linowa na wzgórze z którego roztacza się widok na cały Złoty Róg, liczne sklepy z dewocjonaliami i widokowe herbaciarnie z najdroższą w Stambule herbatą, wraz z najsłynniejszą Pierre Loti Cafe. Wzgórze nad meczetem to jeden wielki cmentarz. Chowano na nim zasłużonych obywateli, bo to wielki zaszczyt być pochowanym w pobliżu słynnego przyjaciela proroka, który roztaczał nad zmarłymi swoją ochronę, więc stopniowo zagarniał on coraz większe tereny. Kiedy odwiedziliśmy meczet Sultan Eyüp, okazało się że grobowiec Abu Ayyuba al Ansariego jest zamknięty, bo poddawano go właśnie konserwacji,  jednak mieliśmy okazję zobaczyć jak bardzo odwiedzający przeżywają wizytę tutaj, modląc się w „oknie próśb” przez które można zajrzeć do środka grobowca. Miejsce jest na tyle święte że wiele osób składa ofiary ze zwierząt i niechcący trafiamy do miejsca gdzie smutne barany czekają w kolejce do nowoczesnej rzeźni. Wielu Turków których nie stać bowiem na wizytę w Mekce, tutaj może odbyć mały hadż i spełnić wszystkie z nim związane religijne powinności. Pewnie dlatego na większości kramów z dewocjonaliami zakupimy liczne daktyle. Najdroższe są z Arabii Saudyjskiej a najtańsze z Tunezji. Niektóre kosztują niemal fortunę i są bardzo duże. Eyüp to miejsce bardzo autentyczne, odwiedzane także przez zachodnich turystów, ale w przeciwieństwie do Sultanahmet nikt się tu nimi nie przejmuje. Wszystkie sklepy, punkty usługowe i jadłodajnie są przeznaczone dla religijnych muzułmanów, a nie dla ludzi z zachodu. W obrębie Eyüp znajduje się też sporo hoteli, jednak miejsce leży bardzo na uboczu i nie jest dobrze skomunikowane z resztą miasta, więc chyba nie jest to dobra opcja dla osób które chcą dużo się przemieszczać i korzystać z transportu publicznego. Zdecydowanie warto tam pojechać i żeby na spokojnie wszystko zobaczyć z pewnością trzeba na to przeznaczyć co najmniej pół dnia. Ubiór też trzeba przygotować odpowiedni.

tur_stambul_meczet-sultan-eyup_002.jpg

Miejsce jest tak święte że przy okazji uroczystości nawet na zewnętrzny dziedziniec wyłożony jest dywanami.

tur_stambul_meczet-sultan-eyup_001.jpg

Wnętrze meczetu Sultan Eyup.

tur_stambul_eyup-kolejka-linowa_001.jpg

Kolejka linowa na wzgórze na którym znajduje się punkt widokowy.

tur_stambul_eyup-kram-z-rozancami_001

Kramów z dewocjonaliami i daktylami w całej dzielnicy jest bez liku. Ma kto w nich kupować.

tur_stambul_eyup-punkt-widokowy_002.jpg

Punkt widokowy z którego roztacza się widok na cały Złoty Róg.

tur_stambul_eyup-punkt-widokowy_001.jpg

Wszyscy stoją ramię w ramię i rejestrują.

tur_stambul_eyup-park-przy-meczecie_002.jpg

W okolicach meczetu jest ogromna ilość gołębi. Ich karmienie to kolejna turystyczna atrakcja świętego miejsca.

tur_stambul_eyup-park-przy-meczecie_001.jpg

Istnieje duże przyzwolenie na okazywanie sobie czułości pomiędzy przedstawicielom tej samej płci, przy jednoczesnym zupełnym braku przyzwolenia i zrozumienia dla tego samego w wykonaniu płci odmiennych.

W drodze powrotnej z Eyüp odwiedzamy także Katedrę św. Jerzego będącą siedzibą patriarchatu Konstantynopola, świątynię istniejącą od czasów Bizancjum, wielokrotnie przebudowywaną. Znajdują się w niej relikwie św. Jana Chryzostoma. Po upadku Konstantynopola to właśnie w dzielnicy Fanarion zamieszkali greccy mieszkańcy miasta i tu swoją siedzibę znalazła także siedziba patriarchatu. Katedra św. Jerzego była jedynym kościołem nie zamienionym na meczet po tureckim podboju. Od nazwy Fanarion pochodzi słowo fanarioci oznaczające greckich bogaczy i ludzi wpływowych, trudniących się kupiectwem i piastujących przeróżne urzędy, którzy dorobili się sporego majątku i cieszyli się względną autonomią w Imperium Osmańskim. Dopiero w początkach XX wieku większość Greków opuściła Turcję.

tur_stambul_katedra-sw-jerzego_001.jpgtur_stambul_katedra-sw-jerzego_004.jpgtur_stambul_katedra-sw-jerzego_003.jpgtur_stambul_katedra-sw-jerzego_002.jpg

Wieczorem odwiedzamy kilka znanych nam od dawna miejsc i nie możemy się nadziwić jak bardzo ucywilizowały się i zmieniły w stylu zachodnim. Ceny wszystkiego w okolicach turystycznego centrum dość mocno poszły w górę. Pojawiły się zakazy łowienia ryb i wielu innych rzeczy. Miejska przestrzeń w starych dzielnicach  zaczyna być bardziej uporządkowana, niestety tracąc powoli niepowtarzalny klimat.

tur_stambul-blekitny-meczet-koty_001.jpg

Koty na dziedzińcu Błękitnego Meczetu.

tur_stambul-blekitny-meczet_006.jpg

Błękitny Meczet.

tur_stambul_nowy-meczet-yeni-camii_002.jpg

Nowy Meczet Yeni Camii.

tur_stambul_nowy-meczet-yeni-camii_001.jpg

Yeni Camii.

tur_stambul_okolice-mostu-galata_001.jpgtur_stambul_eminonu_lodka_001.jpg

Stambuł 2009 część druga

Z powrotem jesteśmy w Stambule. Jeszcze tego samego dnia wybieramy się na wieczorny spacer nadbrzeżem. Zaczynamy w dzielnicy Sirkeci a kończymy gdzieś przy Yenikapi. Jest  naprawdę piękny wieczór i zazdrościmy wszystkim piknikującym i grillującym grupom ludzi, bo nie mamy z sobą takiego wyposażenia jak oni i co najwyżej możemy posiedzieć na ławce lub na kamieniach. Sporo mężczyzn pije raki rozrobione z wodą i kostkami lodu zagryzając to melonem. Tak podane raki ma kolor biały, Reszta raczy się cayem. Można też zakupić rozmaite przekąski, ciecierzycę prażoną i smażoną na różne sposoby,  oraz małże.

tur_stambul_yeni-camii-rodzina-na-wycieczce_003

To jeszcze migawki spod Nowego Meczetu (Yeni Camii)

tur_stambul_yeni-camii-rodzina-na-wycieczce_001

Na przykład oficjalny miejski sprzedawca karmy dla gołębi.

tur_stambul_yeni-camii-rodzina-na-wycieczce_002

I zdjęcie grupowe.

tur_stambul_yeni-camii-chlopiec-i-golebie_001 tur_stambul_wieczorny-spacer-po-nadbrzezu_003 tur_stambul_wieczorny-spacer-po-nadbrzezu_002 tur_stambul_wieczorny-spacer-po-nadbrzezu_001

tur_stambul_wieczorny-spacer-po-nadbrzezu_004

Następnie wybieramy się do leżącej dość daleko od centrum fortecy Yedikule. Dojeżdża się tam kolejką podmiejską, która jedzie także przez tereny zamieszkiwane przez tureckich Cyganów. Dużo ich wsiada z nami na stacji Sirkeci, kończą swój poranny  (a może nocny) dyżur żebrania lub segregowania odpadów. Brudne dzieciaki liżą zakupione lody. W pociągu od razu wybucha ostra kłótnia między nimi i Turkami bo niektórzy próbują żebrać, a może nawet próbują kogoś okraść. Widać, że są oni bardzo niemile widziani w społeczeństwie, które tak bardzo hołduje pracy i ogólnie pojętej porządności, bo ludzie reagują na nich z nieukrywaną odrazą. My też nie czujemy się szczególnie bezpiecznie, zwłaszcza że jest ich w wagonie większość. Na szczęście sporo z nich wysiada przed nami. Pierwsze spotkanie z tutejszymi cyganami mieliśmy już podczas wycieczki na mury obronne nieopodal dzielnicy Fatih gdzie ich prowizoryczne domostwa są przyczepione do murów miejskich. Dłuższe przebywanie tam to podobno szukanie sobie problemów. Warunki w jakich tam żyli wyglądały na gorsze niż w Europie. Yedikule czyli Forteca Siedmiu Wież, swój obecny kształt osiągnęła za panowania Mehmeda Zdobywcy. Rozciąga się z niej rewelacyjny widok na morze i niezliczoną ilość statków które przepływają przez Bosfor. Kiedy tam byliśmy jakiś turecki popowy artysta nagrywał teledysk, pełen roznegliżowanych kobiet ubranych w zasadzie tylko w srebrne buty do połowy uda i kilka pasków.

tur_stambul_yedikule_001

Yedikule wieże i widok na Bosfor.

tur_stambul_yedikule_002 tur_stambul_yedikule_003 tur_stambul_yedikule_004 tur_stambul_yedikule_005

Kolejnym miejscem które tym razem odwiedzamy jest Uskudar, dzielnica po stronie azjatyckiej położona naprzeciwko Sultanahmetu i Galata. Znajduje się tam kilka bardzo pięknych starych meczetów i rewelacyjna nadmorska promenada. Widać z niej wszystkie najtłumniej odwiedzane zabytki Stambułu. Znajduje się też tam bardzo piękna latarnia morska znana jako Wieża Leandra, a w tureckiej tradycji nosząca nazwę Kiz Kulesi czyli Wieża Panny. Jest z nią związana legenda o sułtanie i jego córce, która według przepowiedni miała zginąć ukąszona przez węża. Ojciec umieścił ją więc na ten niedostępnej wysepce. Przepowiednia oczywiście się spełniła. Dziewczyna zmarła ukąszona przez węża ukrytego w owocach dostarczonych przez sprzedawcę.  Na wysepkę co godzinę (lub co pół) pływa łódź, jednak cena tej wycieczki jest na tyle absurdalna, że odpuściliśmy ją sobie pomimo wcześniejszych planów. Na końcu promenady dochodzimy do małego cmentarzyska zardzewiałych  statków, z których przepełnieni energią ale niekoniecznie rozumem młodzi mężczyźni skaczą do wody, a Japończycy robią im zdjęcia jak szaleni.

tur_stambul_uskudar-meczet_001

Piękna fontanna ablucyjna przed jednym z meczetów w Uskudar.

tur_stambul_uskudar-meczet_002
tur_stambul_uskudar-kiz-kulesi_003

Wieża Leandra a po turecku Kiz Kulesi (Wieża Panny)

tur_stambul_uskudar-kiz-kulesi_002

tur_stambul_uskudar-kiz-kulesi_001 tur_stambul_uskudar-zlomowisko-statkow_001
tur_stambul_uskudar-zlomowisko-statkow_002

Byliśmy też na murach miasta, gdzie przyczepił się do nas natrętny człowiek usiłujący zarabiać jako pucybut i usiłujący wydębić od nas pieniądze. Przez moment zrobiło się niesympatycznie. Najpierw z nim dłuższą chwilę rozmawialiśmy, bo nas zaczepił jak to w Turcji bywa. Opowiedział że jest z Ankary i ma dużo dzieci, przyjechał tutaj żeby jakoś zarobić, potem nie proszony przez nikogo zaczął „czyścić” mojemu małżonkowi buty i zażądał za to kwoty… 20 euro. Oczywiście tyle nie dostał. Wracając przechodziliśmy przez dzielnicę Fatih (rozciągającą się od murów miejskich aż do Akweduktu Walensa) i nieprzyjemny nastrój po spotkaniu z panem pucybutem od razu zmienił się o 180 stopni. Pod meczetem Fatih trwał bowiem jeden wielki piknik, nie było chyba centymetra wolnego trawnika a ludzie nawet zapraszali żeby z nimi posiedzieć (co jak na Stambuł jest czymś mega nietypowym, bo mieszkańcy Stambułu mając turystów na co dzień i mieszkając w ogromnym mieście, nie są jacyś specjalnie kontaktowi no chyba że byli to pielgrzymi do świętego miejsca a nie mieszkańcy Stambułu) chociaż niestety nie mieliśmy na to czasu.  Widać jednak było, że przeważały tam osoby bardzo tradycyjnie ubrane, więc z pewnością o poglądach dość konserwatywnych. Na dzielnicy tego dnia był bazar z artykułami gospodarczo-tekstylnymi, cała masa ubrań i artykułów ślubnych oraz „obrzezaniowych”. Dzielnica Fatih to również rewelacyjne lokanty z daniami rybnymi w całkowicie normalnych cenach, których oferta skierowana jest do lokalnych ludzi. Na pewno kiedyś tam wrócę i przetestuję, gdyż z braku czasu oraz z faktu bycia po obiedzie przetestować żadnego lokalu się nie udało. Bardzo lubię tą dzielnicę.

tur_stambul_fatih-akwedukt-walensa_001

W Stambule zabytków jest tak dużo że przejeżdża się obok nich dość obojętnie. W Europie taki rzymski akwedukt pewnie by ogrodzono i postawiono barierki tutaj jednak jest on częścią miasta.

tur_stambul-fatih-akwedukt-walensa_002

A ludzie po nim chodzą bez barierek ochronnych.

tur_stambul-fatih-mury-miejskie_001

Relaks w cieniu pod murami miejskimi.

tur_stambul-fatih-bazar_001

Rewelacyjny bazar w dzielnicy Fatih.

Na koniec tureckiej wycieczki 2009 idziemy wieczorem posiedzieć do Błękitnego Meczetu i spotykamy tam masę biegających dzieciaków. To zapewne rodzeństwo chłopców, którzy przyszli wraz z rodzinami do meczetu zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie upamiętniające  uroczystość obrzezania. Tego dnia chyba pół Stambułu postanowiło dokonać tej praktyki bo w meczecie jest mnóstwo chłopców poubieranych jak wschodni książęta w kiczowate ociekające złoceniami pelerynki, turbany w ręce dzierżąc berła.

tur_stambul-blekitny-meczet_005 tur_stambul-blekitny-meczet_003 tur_stambul-blekitny-meczet_004 tur_stambul-blekitny-meczet_002

Stambuł 2009 część pierwsza

Tym razem w Stambule najpierw włócząc się po bazarach zachodzimy przypadkiem do meczetu Kalenderhane ukrytego gdzieś na tyłach Bazaru Egipskiego. Idziemy tylko na sekundę zajrzeć do środka i utykamy na miejscu na całe przedpołudnie, za sprawą przesympatycznego opiekuna meczetu, który najpierw opowiada nam jego historię, potem zaprasza na herbatę, po czym z jednej herbaty robi się kilka. Opowiada dzieje islamu (aczkolwiek większość z tego co opowiada wiemy) ma całą bibliotekę książek, po czym oficjalnie zaprasza nas do islamu (dziękujemy za zaproszenie i jest nam bardzo miło), temu wszystkiemu przysłuchuje się średnio mówiący po angielsku młody mężczyzna który przyjechał na studia z Iranu i mamy okazję posłuchać i obejrzeć jak śpiewa azan. Mimo że wcześniej raczej się nie odzywał, to śpiewając nieźle wymiata. Południowa modlitwa sprawia, że panowie robią się zajęci swoimi sprawami i nie mają czasu już nas więcej nawracać (zresztą robią to bardzo miło i nie nachalnie) a my mamy jeszcze szansę gdzieś pójść tego dnia, na przykład kupić bilety do Konyi, bo nie wiadomo ile by nam w meczecie zeszło gdyby nie to, bo byli bardzo gościnni i fajnie się z nimi spędzało czas.  Świątynia dawniej była prawosławnym kościołem w środku jest wyłożona pięknymi kolorowymi marmurowymi blokami, kiedyś były też freski które zniszczono po przekształceniu kościoła w meczet.  Występuje on też pod nazwą mała Aya Sofia, gdyż powstał mniej więcej w tym samym czasie co ona.

tur_stambul_meczet-kalenderhane_001 tur_stambul_meczet-kalenderhane_002

Następnie płyniemy pospacerować i zjeść bułkę z rybą do położonej w Azji dzielnicy Kadikoy, która podobno jest bardzo liberalna. Idziemy po betonowym molo głęboko w morze, wszędzie mijamy piknikujące rodziny, sprzedawców przekąsek, pary na randce i kobiety na plotkach, oglądamy zachód słońca. Można też postrzelać sobie z wiatrówki do baloników. Taki właśnie jest Stambuł poza głównymi szlakami turystycznymi, w starszych istniejących od dawna dzielnicach (a nie tych zbudowanych w zeszłym roku dla mas ludzi ze wschodu kraju przenoszących się tutaj). Życie płynie nieśpiesznie, wszędzie gdzie jest kawałek morza albo zieleni ktoś piknikuje, ludzie spotykają się całymi rodzinami, mają na to czas, widać że lubią swoje miasto.

tur_stambul_most-galata-i-yeni-camii_001 tur_stambul_w-drodze-do-kadikoy_001 tur_stambul_kadikoy_001 tur_stambul_kadikoy_002 tur_stambul_kadikoy_003 tur_stambul_kadikoy_004 tur_stambul_kadikoy_005 tur_stambul_kadikoy-piknik_001

Kolejnego dnia postanawiamy odwiedzić jeden z najsłynniejszych zabytków Stambułu a może i świata czyli Hagię Sophię, (bo wcześniej z przekory nie poszliśmy tam widząc okropne kolejki, oraz uważamy że zabytki trzeba sobie dawkować). Muszę stwierdzić że pomimo dość odstraszającej ceny, niezliczonych hord turystów na wycieczkach fakultatywnych, którzy ustawiają się w długiej kolejce po bilety, Hagię Sophię i tak warto odwiedzić, bo robi niesamowite wrażenie. Najpierw trzeba sobie uświadomić że stoi od przeszło tysiąca pięciuset lat i to w bardzo newralgicznym i mocno zaludnionym punkcie, którego kontrolowanie przynosiło od zawsze zyski i było warte bardzo wiele. Przetrwała pożary miasta, trzęsienia ziemi, wojny, przechodziła z rąk do rąk i zmieniała swoje przeznaczenie. Do dzisiaj widać, że było to czołowe osiągnięcie bizantyjskich architektów, ba architektury w ogóle. Kiedy ogląda się ją z zewnątrz wygląda bardzo masywnie, za to zupełnie inaczej jest w środku. Olbrzymia kopuła dosłownie unosi się w powietrzu. Konstrukcja jest bardzo lekka i harmonijna. Niesamowicie też zostało w jej konstrukcji wykorzystane światło, które wpadając przez okna podkreśla coraz to inne detale budowli. Potrzeba co najmniej połowy dnia żeby ją obejść przyjrzeć się niezwykłej konstrukcji z różnych punktów i obejrzeć większość mozaik zwłaszcza że są one prawdziwymi majstersztykami tej sztuki, z twarzy postaci możemy odczytać emocje co w tej sztuce ponoć jest bardzo trudne do uzyskania. Kompletnie nie pojmuję po co ktoś przyprowadza  wycieczkową grupę na godzinę lub półtorej, po czym biegną dalej. Można w jeden dzień spotkać tu  większość wyznań i narodów świata ponieważ wszyscy przychodzą zobaczyć Hagię Sophię.

tur_stambul_hagia-sophia_001

Zdjęcie z późniejszego wyjazdu, ale się przyda.

tur_stambul_hagia-sophia_002

Niestety nie mam zdjęcia całego wnętrza, bo trwał remont.

tur_stambul_hagia-sophia_003

Elementy dodane przez Turków, kiedy przekształcono ją w meczet.

tur_stambul_hagia-sophia-mozaiki_001
tur_stambul_hagia-sophia-mozaiki_002tur_stambul_hagia-sophia-mozaiki_004
tur_stambul_hagia-sophia-mozaiki_003  tur_stambul_hagia-sophia-mozaiki_005

tur_stambul_hagia-sophia_004 tur_stambul_hagia-sophia_006

tur_stambul_hagia-sophia_005

 A na koniec krótkie opowiadanie o ciężkiej pracy turysty na wczasach i ciążącej na nim odpowiedzialności uwieczniania swojego urlopu minuta po minucie. Przynajmniej widać że Hagia Sofia na każdym robi mocne wrażenie. Wtedy jeszcze nie trzeba było publikować urlopowych zdobyczy w czasie rzeczywistym na portalach społecznościowych więc i tak ludzie mieli lżej. W sumie to śmieję się z tego ale ja też trochę tak mam, na szczęście tylko czasami.

tur_stambul_hagia-sophia-turysci_007 tur_stambul_hagia-sophia-turysci_001

tur_stambul_hagia-sophia-turysci_002 tur_stambul_hagia-sophia-turysci_003 tur_stambul_hagia-sophia-turysci_004 tur_stambul_hagia-sophia-turysci_005 tur_stambul_hagia-sophia-turysci_006

Z dumą muszę stwierdzić, że chyba udało mi się poznać osobiście i sfotografować słynnego Obama’s Cat czyli nieco chorego na umyśle i zezowatego kota Gli najsłynniejszego kota Hagii Sophii. Jego historię można obejrzeć tu i tu, nawet miejsce jego przesiadywania się zgadza. Ludzie traktowali go z nieufnością zresztą zachowywał się dziwnie nawet jak na kota.

tur_stambul_hagia-sophia-obama-cat_001 tur_stambul_hagia-sophia-obama-cat_002 Na koniec jeszcze kilka zdjęć z przepięknego muzułmańskiego cmentarza bez trupich czaszek oraz rozmaitych ponurych symboli za to z kwitnącymi różami. Który znajduje się przy Meczecie Sulejmana i przemieszczamy się autobusem do Konyi. tur_stambul_cmentarz-przy-meczecie-sulejmana_001 tur_stambul_cmentarz-przy-meczecie-sulejmana_002 tur_stambul_cmentarz-przy-meczecie-sulejmana_003

Stambuł 2007

Dlaczego warto pojechać do Stambułu?

Bo to jedno z największych miast świata, gdzie na każdym kroku można dosłownie potykać się o ponadtysiącletnią historię. Jest ogromnym miastem i ma niesamowitą energię. Znajdziemy tam wszystko. Nie wiem ile dni, tygodni miesięcy trzeba przeznaczyć żeby dobrze go poznać, jedno jest pewne – na pewno nie zrobimy tego podczas objazdowej wycieczki, wpadając na parę godzin na Sultanahmet. Stambuł na pewno wart jest tego by poświęcić mu znacznie więcej czasu. Jest tak złożony, że nie daje się w prosty sposób zaszufladkować. Nie możemy o nim na przykład powiedzieć, że jest miejscem całkowicie zdominowanym przez przemysł turystyczny, ani też że jest miejscem zupełnie niekomercyjnym, albo że jest miastem ultranowoczesnym, lub prowincjonalnym z maleńkimi na wpół zawalonymi domami gdzie ludzie znają się od pokoleń, liberalnym, europejskim i pro zachodnim czy konserwatywnym, ortodoksyjnie muzułmańskim i zorientowanym na wschód, pięknym, perfekcyjnym, starannie zaplanowanym, dopieszczonym w każdym szczególe i chaotycznym bezładnym, brudnym i głośnym, bo wszystkie te stwierdzenia będą prawdziwe. Możemy przez tydzień codziennie wybierać się do innej jego części za każdym razem nasze wrażenia będą zupełnie niepodobne do tych z dnia poprzedniego. Możemy zetknąć się w nim zarówno z typowymi dla miejsc turystycznych oszustami usiłującymi zwyczajnie wyłudzić od nas pieniądze, jak i posiedzieć kilka godzin na ciekawej rozmowie z jakimś nowo poznanym człowiekiem pijąc herbatkę na obrzeżach turystycznego lunaparku.

4 rano nad Bosforem wreszcie jest cicho i spokojnie.

4 rano nad Bosforem wreszcie jest cicho i spokojnie.

Między 5 a 6 rano wschodzi słońce i startuje ruch uliczny.

Między 5 a 6 rano wschodzi słońce i startuje ruch uliczny.

Ludzi zaczyna stopniowo przybywać.

Ludzi zaczyna stopniowo przybywać.

tur_stambul_taksim_002tur_stambul_galata_001tur_stambul_sirkeci_002tur_stambul_taksim_001
Rybacy na moście Galata zadowalają się nawet kilkucentymetrowymi rybkami, które pilnie zbierają do wiaderek.

Rybacy na moście Galata zadowalają się nawet kilkucentymetrowymi rybkami, które pilnie zbierają do wiaderek.

tur_stambul_galata_003
Bazar Egipski (Misir Carsisi).

Bazar Egipski (Misir Carsisi).

tur_stambul_misir-carsisi_002 tur_stambul_meczet-sulejmana_001
Wnętrze meczetu Sulejmana.

Wnętrze meczetu Sulejmana.

Dziewczynki w hidżabach na dziedzińcu Meczetu Sulejmana.

Dziewczynki w hidżabach na dziedzińcu Meczetu Sulejmana.

tur_stambul_koran_001
Rosyjska dzielnica Aksaray pełna sklepów z tekstyliami, hoteli i/lub burdeli.

Rosyjska dzielnica Aksaray pełna sklepów z tekstyliami, hoteli i/lub burdeli.

tur_stambul_misir-carsisi-lampiony_001 tur_stambul_zachod-slonca_002 tur_stambul_haydarpasa_001 tur_stambul_aksaray_002
Błękitny Meczet tym razem czerwony.

Błękitny Meczet tym razem czerwony.

tur_stambul_laleli_001
Nawet grubo po północy w okolicach mostu Galata nadal jest bardzo tłoczno.

Nawet grubo po północy w okolicach mostu Galata nadal jest bardzo tłoczno.

Pierwszy nocleg zarezerwowany mamy w turystycznej dzielnicy Sultanahmet. Na szczęście tylko jeden, bo jest po prostu koszmarny. Przez internet zarezerwowałam łóżka na dachowym tarasie (w cenę wliczone jest śniadanie). Okazuje się że jest ich tam na oko ze trzydzieści, cały czas ktoś wchodzi i wychodzi, trudno w tym wszystkim się połapać. Właściciele przybytku nie mają nad tym żadnej kontroli, gdy przez chwilę nie korzystam z mojego łóżka dokwaterowują kolejną osobę i ktoś mi je zajmuje. Śniadanie jest mikroskopijne i okropne, jak w typowym hostelu dla europejczyków. Dużo lepsze znajdziemy w pierwszej lepszej przydrożnej jadłodajni dla śpieszących się do pracy Turków. Spać też niezbyt się da bo w sumie trochę strach zostawić cały dobytek bez opieki, skoro tylu ludzi się przez to miejsce przewija (oczywiście szafek na cenne rzeczy nie ma). Rano przeprowadzamy się więc na Sirkeci, które wtedy jest jeszcze zupełnie nieopanowane przez hostele i restauracje dla turystów. Takie rozwiązanie jak spanie na dachu dobre jest dla osób które absolutnie niczego cennego z sobą nie wożą. Dzisiaj na pewno nie zdecydowałabym się na coś takiego, wożąc ze sobą dużo droższy niż wtedy sprzęt fotograficzny którym czasem zarabiam na życie. Na Sirkeci jest całkowicie normalnie, oprócz małego kwartału z knajpami dla turystów gdzie przechodzimy kilkanaście razy dziennie i za każdym razem, niemal za rękę próbują nas tam wciągnąć kelnerzy. Później nas rozpoznają i wypominają, że ani razu do nich nie weszliśmy, ale ceny jedzenia mają ekstremalnie zawyżone. Oprócz tego można znaleźć parę normalnych jadłodajni dla Turków, bo Sirkeci to bardzo ważne miejsce przesiadkowe oraz okolice dworca kolejowego o tej samej nazwie, przez co możemy znaleźć tam tanie hotele dla przyjezdnych z prowincji. Dzięki temu jest to też dobra baza wypadowa ponieważ jest nieźle skomunikowana z resztą miasta.

Myślę że na pierwszy raz optymalną ilością czasu, jaką można z przyjemnością spędzić w Stambule i nie zmęczyć się tłumami ludzi, korkami i wielkomiejskim hałasem jest mniej więcej tydzień. Taka ilość czasu wystarczy jeśli będziemy chcieli odwiedzić kilka bazarów także takie w dalej położonych dzielnicach,  zrobić zakupy (bo Grand Bazaar można i trzeba obejrzeć, ale nie nadaje się do kupowania czegokolwiek) poznać najważniejsze w miarę blisko położone dzielnice mieszkalne, popatrzeć na codzienne życie i wreszcie zwiedzić kilka zabytków, spędzając pół dnia na Sultanahmet. Takie stambulskie minimum i to przy opcji, że mamy z niego samolot powrotny i wracając też do niego zajrzymy i spędzimy nieco czasu. Jeśli jesteśmy na przykład w podróży dookoła świata i wiemy, że nieprędko do Stambułu wrócimy, myślę że warto zostać w nim przynajmniej dwa, trzy tygodnie.