Co ciekawego przywieźć z Serbii

W Serbii dostaniemy większość towarów typowych dla całych Bałkanów. Po pierwsze, na kraju mocne piętno odcisnęło pięćsetletnie tureckie panowanie, po drugie, znajdziemy tu dobra typowe dla tej szerokości geograficznej. Niemniej jednak, jako kraj prawosławny, delikatnie różni się od swoich sąsiadów. Jak dla mnie pod względem dostępności dóbr konsumpcyjnych najbardziej przypomina Bułgarię. Nie ma sensu dublować o każdym kraju podobnych informacji, gdyż przeciętny sklep na Bałkanach wyposażony jest mniej więcej w to samo. Lepiej skupić się na ciekawostkach, których nie dostaniemy w normalnym sklepie.

Wino, winogrona, rakija

Zacznijmy więc tradycyjnie od napojów wyskokowych. Najpopularniejszym trunkiem niezaprzeczalnie jest w Serbii rakija. Występuje tu najczęściej nawet w kilkunastu odmianach – w zależności od owocu z jakiego zrobiony był zacier. Nie spotkałam się jeszcze tutaj z mieszaniem z sobą kilku różnych owoców jak ma to miejsce w Rumunii. Najbardziej skomplikowane i najdroższe rakije mogą być robione na przykład z leśnych jagód, albo z owoców suszonych. Tym razem zakupiliśmy rakiję jabłkową, której zdecydowanie warto spróbować ze względu na bardzo ciekawy zapach (to chyba mój ulubiony!), oraz nagradzaną medalami rakiję gruszkową, którą nawet regularnie kupuje Emir Kusturica do swojej „idealnie serbskiej” drewnianej wioski Drvengrad, oraz drogawego hotelu. Najpopularniejszą i najtańszą rakiją jest „rakija od loza” czyli destylat z winogron – który robi się z winogronowych wytłoczyn, pozostałości po produkcji wina. Tej rakii produkuje się najwięcej, jest ona bazą wszelkiego typu nalewek, na przykład miodowej (na zdjęciu poniżej), z dodatkiem liści gojnika jaką można zakupić w monastyrze Sopocani. Nalewki to osobna dziedzina serbskiej produkcji alkoholowej, jednak mam tyle własnych, że na razie nie zbadałam nawet pobieżnie tego zagadnienia. Nigdy nie próbowałam żadnej „sklepowej”, wytwarzanej przemysłowo rakii. Kupuję je wyłącznie w monastyrach albo od ludzi którzy z jej produkcji żyją. Ta w sklepach jest wręcz ekstremalnie tania. Ta z monastyrów najdroższa, a w przypadku rakijowych wytwórców często mamy dwie opcje: kupienia rakii tańszej w plastikowej butelce, albo w zakorkowanej butelce firmowej z etykietką i podatkami. Zazwyczaj pytają wprost: czy chcemy butelkę ładną i droższą, czy brzydszą i tańszą.

srb_sopocani_rakija-z-miodem_001.jpg

Nalewka na miodzie z zielem gojnika (szałwii libańskiej). Jej bazą jest rakija z winogron.

Wino w Serbii znane jest od czasów prehistorycznych. Osobą która zaszczepiła w narodzie ideę jego uprawy był święty Sawa najważniejsza postać serbskiego prawosławia. Jeśli chodzi o wino, lepiej unikać win dużych wytwórców, takich jak na przykład Vino Župa, które dominuje na półkach w sklepach. Tego typu zakłady święciły triumfy w latach jugosłowiańskiego komunizmu i produkują gigantyczne ilości wina, które jak każda masowa produkcja niestety zbyt pijalne nie jest. Jedno z nich otworzyłam w Serbii z zamiarem wypicia, nie udało się. Przelałam do innej butelki i w końcu przywiozłam do kraju. Nawet teraz nie wiem co z nim zrobić, chyba dodam go do jakiegoś mięsa podczas pieczenia albo duszenia. Kupowanie w sklepach wina rodzimej produkcji nie z najwyższej półki  to jak widać dość kiepski pomysł, ale na szczęście da się w nich kupić także produkty ościennych republik na przykład słynnego macedońskiego Tikveša.

Dużych regionów winiarskich jest w kraju osiem, plus do tego niezliczona ilość szlaków winiarskich w obrębie tych regionów. Ja w bardzo niewielkim stopniu odwiedziłam dwa regiony: Subotica – Horgoš i  Šumadija – Velika Morava. Wino w Serbii jest przede wszystkim wiele tańsze w stosunku do sąsiednich Węgier. U lokalnych wytwórców przeważnie będzie to wino bardzo przyjemnej jakości. Większość małych winiarni produkuje dużo różnych win, nieraz nawet po kilkanaście. Nawet jeśli nie wszystko smakuje idealnie, zawsze znajdzie się jakiś ciekawy dopracowany produkt, ze względu na dużą różnorodność.  Szczepów winogron spotkamy tu bardzo wiele, bo klimat jest dla wina sprzyjający. W muzeum winiarstwa w Aleksandrovacu naliczyłam uprawę dwudziestu kilku, zarówno typowych dla Europy Wschodniej, jak i takich popularnych wszędzie jak Merlot, czy Cabernet Sauvignon. Odmiany całkowicie lokalne to: Prokupac, Vranac, Tamjanika i Smerdevka. Tutaj można zapoznać się z regionami winiarskimi Serbii. A inne materiały o kraju można pobrać stąd.

Jeśli już jesteśmy przy winogronach, absolutnie koniecznie (!) trzeba w lipcu, sierpniu (a może także wrześniu – tego nie wiem) zakupić na targu lokalne winogrona – zwłaszcza te ciemne, prawie czarne i je zjeść. Zazwyczaj już z daleka zobaczymy gdzie leżą, bo krążą nad nimi stada os. Są ekstremalnie słodkie i smaczne, w porównaniu do naszych rodzimych (działkowych) prawie zawsze cierpkich winogron. Bardzo blado wypadają na ich tle importowane, smętne i pozbawione smaku produkty z naszych marketów. Objawia nam się wtedy w pełnej krasie, że żyjąc w chłodnym polskim klimacie jesteśmy trochę poszkodowani.

srb_aleksandrovac_winorosl_002.jpg

Uprawa winogron w Aleksandrovacu. Tutejsze muzeum winiarstwa prezentuje uprawiane w Serbii odmiany.

srb_vrnjacka-banja_rakija_001.jpg

Rakija jabłkowa z monastyru Manasija. Sprzedaje się ją w butelkach bez etykiety z ręcznie robioną „metką”.

srb_kremna_gruszka-wiliamowka_001.jpg

Gruszki odmiany Viljamovka rosną na kempingu o tej samej nazwie, który znajduje się w miejscowości Kremna.

srb_kremna_rakija-gruszkowa_001.jpg

Rakija z vijlamovek. Z takich buteleczek pije się ją także w restauracjach.

srb_kremna_rakija-z-wiliamowek_001.jpg

Nazywa się carska od nazwiska jej wytwórcy (Carevic).

srb_kremna_tworca-rakiji_001.jpg

Oto i on na tle swojej aparatury.

Kawa

Jeśli jesteśmy przy rakiji, nie sposób pominąć innego niemal równie ważnego napoju – kawy parzonej po turecku (ale tego w Serbii nikt nigdy nie przyzna, bo tureckie panowanie to dla nich ogromna trauma). W wielu barach  restauracjach nazywana jest kawą serbską lub domową (srpska kafa, domaća kafa). Jedynie w mocno sympatyzującym z Turcją regionem Sandżak nazywana jest kawą turecką czyli turską kafą. W Nowym Pazarze istnieją liczne niewielkie palarnie kawy. Co ważne, kupowana w nich świeżo palona i mielona kawa ma idealnie tygielkową, mączną konsystencję i kosztuje tyle samo co normalny produkt w sklepie. Jakości jest zdecydowanie lepszej. Cała technologia oparta jest tureckich starych i solidnych maszynach z lat pięćdziesiątych. Wiem to, bo panowie prowadzący palarnie pozwolili poszwędać się po zapleczu, a także porobić sobie zdjęcia. Używana przez nich kawa to Arabica sprowadzana z Brazylii,  nazywa się Minas. Można kupić kawę o trzech stopniach jej wyprażenia. Do każdej jest osobny niemal zabytkowy młynek. Kawa którą kupujemy mielona jest na naszych oczach. W porównaniu z nią zwykła lokalna kawa ze sklepu smakuje gorzej. Nigdy przenigdy przeciętna kawa z wielkich przemysłowych zakładów nie będzie tak dobra jak ta z małej palarni. Oczywiście w Serbii w każdym wiejskim nawet sklepie bez trudu zaopatrzymy się w drobno mieloną kawę znakomicie nadającą się do parzenia w tygielku. Natomiast najlepsza chyba opcja to zakupienie jej w takiej właśnie małej palarni jak te w Nowym Pazarze.

srb_novi-pazar_palarnia-kawy_003.jpg

Novi Pazar. Tyle kosztuje kilogram świeżo palonej i mielonej kawy (700 dinarów to jakieś 25 złotych).

srb_novi-pazar_palarnia-kawy_006.jpg

Palarni jest w mieście kilka. Kawę w nich wytwarzaną można kupić w sklepach ze zdrową żywnością w całym kraju, bo widziałam ją kilkakrotnie, trzeba pytać o kawę minas (pytanie tylko czy jest świeża).

srb_novi-pazar_palarnia-kawy_005.jpg

Ale to nie to samo co na miejscu.

srb_novi-pazar_palarnia-kawy_002.jpg

Kawa występuje w trzech rodzajach słabo średnio i mocno prażona.

srb_novi-pazar_palarnia-kawy_001.jpg

A po zmieleniu pakowana jest do takich pięknych opakowań.

Zioła i przyprawy

W Serbii jak grzyby po deszczu powstają dwa typy sklepów. Pierwszy to niezliczone Kinajskie Markety, czyli sklepy prowadzone przez dzielnych chińskich kupców z niezliczonymi plastikowymi dobrami. Drugi to sklepy Zdrava Hrana czyli sklepy ziołowe i ze zdrową żywnością. W każdym nawet najmniejszym miasteczku istnieje co najmniej jeden. Można w nim kupić przyprawy na wagę i na przykład zaopatrzyć się w prawdziwe oregano, lawendę, lokalne bałkańskie chili w korzystnej cenie, czy inne rosnące tutaj zioła i przyprawy. W Serbii czarnej herbaty pije się niewiele a alternatywą dla nich są herbaty owocowe a zwłaszcza ziołowe. Bardzo charakterystycznym produktem, którego chciałam spróbować w Serbii i który od razu przypadł mi do gustu jest rtanjski čaj (nie potrafię tego dobrze wymówić, język mi się łamie). To ziele górskiego cząbru zwanego planinski čubar. Pomaga na problemy z trawieniem (cevapi, pljeskavicy i innych upiornie ciężkich potraw z grilla) oraz przeziębienia, przyśpiesza przemianę materii i ogranicza nadmierną fermentację jelitową. Poza tym można nim przyprawiać jedzenie.

Nabiał

Serbia to kraj w którym duże koncerny jeszcze nie przejęły małych lokalnych mleczarń. Istnieje bardzo dużo niewielkich sklepików sprzedających absolutnie genialnej jakości prawdziwy nabiał krowi, owczy i kozi. Są to produkty pierwszej potrzeby w absolutnie normalnych i rozsądnych cenach i nie trzeba szukać ich na półkach z drogą żywnością ekologiczną. Sklepy tego typu znajdują się również na targach i bazarach. Tutaj akurat widać plusy niebycia tego kraju w Unii Europejskiej.  Nie ma obowiązku robienia wszystkiego z pasteryzowanego mleka w sterylnych warunkach, w dużych zakładach. Kilka dni jedzenia prawdziwego, domowego owczego lub koziego sera, który nie widział fabryki, może spowodować drobne problemy żołądkowe u ludzi przywykłych do nabiału mocno przetworzonego. Na uwagę zasługuje też kajmak –  bardzo tłusty, kremowy, smarowny biały ser odrobinę przypominający mascarpone. Na Bałkanach je się go na śniadanie, oraz podaje z mięsnymi daniami takimi jak cevapi i pljeskavica.

srb_novi-pazar_sklep-z-nabialem_001.jpg

Sklep z nabiałem halal w Nowym Pazarze.

srb_novi-pazar_sklep-z-nabialem_003.jpg

Ser dojrzewa w pięknych drewnianych skopkach.

srb_novi-pazar_sklep-z-nabialem_002.jpg

Z dala od Unii Europejskiej i jej zakazów żywieniowych.

Słodycze

Pod względem słodyczy jest typowo dla Bałkanów, mianowicie królują tutaj smaki tureckie. Możemy bez trudu spróbować wszystkich najpopularniejszych słodyczy tureckich i arabskich. Najbardziej dostępny jest rahat, rahatlokum czy po prostu lokum, czyli rodzaj słodkiej galaretki w kostkach. Te najtańsze i najmniej dobre składają się głównie z cukru i/lub syropu glukozowo-fruktozowego. Niestety w porównaniu do tureckich oryginałów smakują bardzo kiepsko. Można jednak spotkać takie piękne stragany jak ten we Vrnjackiej Banji, w których można kupić lokum tureckie i macedońskie w przeróżnych także lokalnych smakach takich jak na przykład śliwkowy, z którym w Turcji chyba się nie spotkałam.

W cukierniach zjemy rozmaite typy baklavy, kunafy i innych ciast i ciastek, których bazą jest ciasto filo w gęstym syropie. Oczywiście desery są tańsze niż w Turcji i raczej w niczym tureckim pierwowzorom nie ustępują. O tureckich słodyczach więcej piszę tu.

srb_vrnjacka-banja_lokum_002.jpg

Stragan z lokum (tudzież rahatem albo rahatlokum) we Vrnjackiej Banji.

srb_vrnjacka-banja_lokum_001.jpg

Można na nim kupić 18 rodzajów lokum. W sklepie znajdziemy tylko trzy: waniliowe, różane i orzechowe.

srb_vrnjacka-banja_slodycze_001.jpg

To jabłka pokryte kolorowym lukrem na innym straganie we Vrnjackiej Banji.

srb_vrnjacka-banja_serbska-viagra_001

A to słynne na całych Bałkanach orzechy i bakalie w miodzie zwane tutaj „serbską viagrą” jest też viagra bułgarska, grecka i inne lokalne wariacje, każdy kraj uzurpuje sobie tą nazwę i twierdzi że był prekursorem tego deseru.

Coś na szczęście

Bałkany to region mocno przesądnych ludzi. Oficjalne religie to jedno, ale ludzie i tak wiedzą swoje. Wystarczy zobaczyć że prawie każde dziecko nosi na rączce czerwoną wstążkę. Szczęście można także  kupić sobie na targu. Na przykład korzeń mandragory lekarskiej, zwany tutaj raskownikiem. Ta bardzo trująca roślina od zawsze fascynowała ludzi, tym bardziej że jej korzeń swoim kształtem bardzo często przypomina człowieka. Ilość legend w średniowiecznej Europie  związanych z tą rośliną przechodzi wszelkie wyobrażenia. Wykopywano ją w środku nocy najczęściej przy pomocy zwierząt na przykład psa, gdyż wierzono że człowieka który to zrobi spotka szybka śmierć. Roślina miała wydawać z siebie krzyk, po którego usłyszeniu nie było dla człowieka ratunku. Był to też składnik słynnej maści czarownic. Jeżeli korzeń „zobaczył” światło słoneczne tracił swoją moc. Dowiedziałam się że w Serbii umieszcza się go w najciemniejszym miejscu domu w celu jego ochrony przed złymi mocami i zapewnieniu sobie szczęścia i bogactwa, podobno wielu ludzi nosi skrawki korzenia w portfelu. Kulminacją szczęścia jest zawiązanie na nim czerwonej wstążki (co gwarantuje jeszcze lepszą ochronę przed urokami).

srb_vrnjacka-banja_korzen-mandragory_001.jpg

Korzeń z metką jednak mniej mi się podobał.

srb_vrnjacka-banja_korzen-mandragory_002.jpg

Dlatego wybrałam ten bez, w dodatku był tańszy.

srb_vrnjacka-banja_rosliny-na-szczescie_001.jpg

Dziewięćsił jako symbol mocy również do kupienia na targu.

Prawosławne gadżety

Jeżeli już jesteśmy przy szczęściu to absolutnie zdumiewa wszędobylstwo prawosławnych świętych – są oni dosłownie wszędzie. Towarzyszą w życiu każdemu prawdziwemu Serbowi w nieskończonej liczbie wizerunków niczym hinduscy bogowie w Indiach. Na bazarze sacrum zupełnie szaleńczo miesza się z profanum. Magnesy na lodówkę  z prawosławnymi ikonami i otwieracze do butelek a nawet korkociągi wizerunkiem jakiegoś świętego to chyba najlżejszy tego przypadek. Na targu spotkać można bowiem na przykład zegar ścienny ze świętym Mikołajem albo Paraskewą a także liczne butelki na rakiję. Najpopularniejsze są te ze świętym Jerzym. Widziałam z jego podobizną także zapalniczki. Wygląda to niemal jak wrogie przejęcie przez religię wszystkich zakazanych aspektów życia. Z drugiej strony podczas naszych noclegów w prawosławnych monastyrach po liturgii na którą zostaliśmy zaproszeni, (więc trzeba było przyjść nawet jeśli zaczynała się o szóstej rano), zaproszono nas także na poranną kawę. Okazało się że do kawy wszyscy – również liczne osoby duchowne – zamieszkujący monastyr zakonnicy i ich goście, piją rakiję. Robią tak codziennie na dobry początek dnia. Może więc butelka na wódkę ze świętym Jerzym nie jest wcale takim profanum jak nam może się wydawać.

srb_vrnjacka-banja_zegar-ze-swietym_001.jpg

Czy zegar kuchenny ze świętym Mikołajem to obok drewnianych łyżek standardowe wyposażenie kuchni na Bałkanach?

srb_vrnjacka-banja_butelka-na-rakije_001.jpg

A to już absolutny hit. Butelka na rakiję (powierdzone, pytałam na straganie) z charakterystycznymi buteleczkami/kieliszkami do jej konsumpcji.

srb_vrnjacka-banja_butelka-na-rakije_002.jpg

Tu butelki drewniane wiadomego przeznaczenia.

Koszulka z Putinem

Rosja jest w Serbii bardzo poważana, jednak nikt nigdy nie powiedział nam złego słowa gdy ośmieliliśmy się wyrazić o niej krytycznie. Mam wrażenie, że naszym rozmówcom zdecydowanie bardziej nie spodobałoby się jeśli wypowiedzielibyśmy się pochlebnie o Turcji czy Albanii, niż krytycznie o Rosji. Z drugiej strony, niejednokrotnie korzystaliśmy z miłości Serbów do wszystkiego co rosyjskie – po prostu bezustannie byliśmy brani za Rosjan z racji różnic językowych. Polski i rosyjski brzmią dla nich bardzo podobnie. Miłość do Putina dopada tutaj zarówno młodych nacjonalistów jak i dużo starszych „jugonostalgików”. Marzą o dzielnym władcy, który silną ręką zaprowadzi porządek w zdegradowanym w ich mniemaniu kraju (i przywróci mu dawną świetność). To prawda, że mnóstwo młodych ludzi jest na emigracji za granicą, a drogi nie są najlepsze, najbardziej jednak zdumiewa mnie wszechobecny nie wiem skąd się biorący marazm. Żaden prezydent-superman na to nie pomoże, dopóki nie zmienią się ludzie. Kraj turystycznie nie istnieje. Ja tam bynajmniej na to nie narzekam, bo nie lubię hord ludzi, a atrakcje mam niemal na wyłączność. Większość potrzebnych informacji dam radę znaleźć sobie sama, zwłaszcza że język jest mocno podobny do naszego. Ościenne kraje zrobiły jednak w tym czasie dużo więcej. Nie chciałabym by Serbia stała się pod względem turystyki drugą Chorwacją, jednak niektóre rozwiązania sporo mogłyby ułatwić życie przybyszom z zewnątrz.

srb_vrnjacka-banja_koszulka-z-putinem_001.jpg

Koszulki z Putinem do wyboru do koloru na straganie zaopatrującym serbskich „dresiarzy”, kibiców oraz nacjonalistów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *