Konya 2009

W Konyi byliśmy kilka dni i robiliśmy dużo ciekawych rzeczy. Będąc w Turcji koniecznie trzeba do tego miasta przyjechać. Podobno obecnie jest jednym z najbardziej konserwatywnych miejsc w Turcji, w przeszłości było miejscem bardzo wielokulturowym i tolerancyjnym. Atmosfera Konyi chyba wpływa na jej obecnych mieszkańców bo spotkaliśmy w nim sporo interesujących i bardzo otwartych ludzi. Co tam robiliśmy? Byliśmy oczywiście w Mauzoleum Mevlany. I być może byłoby to zwiedzanie jak każde inne. Na szczęście spotkaliśmy  w nim przesympatyczną uczennicę na wagarach o imieniu Merve, która bardzo chciała pogadać ze mną po angielsku (bo z mężczyzną jej nie wypadało, albo nie miała śmiałości) ale nie bardzo jej to wychodziło. W pewnym momencie naszej kulawej konwersacji zaproponowała, że możemy z jej pomocą pomodlić  się w mauzoleum, czym z pewnością zapewnimy sobie błogosławieństwo i powodzenie w życiu. No to oczywiście się zgodziliśmy. Dzięki temu w jakieś pół godzinki odmówiliśmy, a raczej powtórzyliśmy po niej wszystkie modlitwy ku wielkiej aprobacie  tureckich gospodyń domowych, które tego dnia w tłumnie odwiedzały grób Mevlany. Miejsce jest bardzo autentyczne i bardzo fajnie że przyjechaliśmy do niego nie tylko po to żeby sobie popatrzeć, ale także zrobić to po co ci wszyscy ludzie normalnie tam jeżdżą. Na pamiątkę naszego spotkania dziewczyna podarowała mi jeszcze chustę którą mam do dziś i którą głupio mi było przyjąć ale cóż poradzić.

tur_konya_mauzoleum-mevlany_001

Widoczna z daleka niebieska kopuła bardzo często pojawia się w turystycznych prospektach o Turcji, przewodnikach i okładkach książek.

tur_konya_mauzoleum-mevlany_002

tur_konya_mauzoleum-mevlany_004 tur_konya_mauzoleum-mevlany_003

Mevlana czyli Dżalalludin Rumi to bardzo ważna i wpływowa postać w ruchu sufickim (tolerancyjnym, mistycznym nurcie islamu), poeta, twórca Zakonu Derwiszy, o którym można poczytać sobie na przykład tu. Jego poezja wytrzymała próbę czasu i jest obecnie na świecie strasznie modna, pomimo problemów z odczytywaniem znaczenia tych wieloznacznych mistycznych tekstów, tłumaczeniem ich i oddaniem specyfiki perskiego języka, jego rytmiki, wyrafinowania i subtelności. Rumi jest na przykład najlepiej sprzedającym się poetą w USA. Niestety nie mam pojęcia na ile jego spuścizna jest na obszarze w którym mieszkał i tworzył, aktualna i doceniana. Wiadomo, że wizerunek derwisza jest świetnym produktem turystycznym Turcji i wyróżnia ją spośród innych krajów tego regionu. Jest multiplikowany w nieskończoność w postaci chociażby magnesików na lodówkę a „występy tańczących derwiszy” dla turystów można obejrzeć na przykład w stambulskich knajpach. Suficki ruch derwiszy rozwijał się w Turcji prężnie, jednak w 1953 roku podczas reform Kemala Ataturka ich działalności zakazano a bractwa oficjalnie rozwiązano. Podobno w chwili obecnej na terenie Turcji ruch ten nieco rośnie w siłę ma jednak znaczenie marginalne, ale przynajmniej przetrwał – reformy Ataturka nie zdołały do końca go wyplenić. Przykro to wygląda gdy będąc w Mauzoleum Mevlany możemy jedynie obejrzeć muzeum derwiszów a w nim manekiny ubrane w strój derwisza bo w pewnym momencie Turcja dość skutecznie pozbyła się tej części swojego dziedzictwa, prawdziwych sufich trzeba szukać w Indiach i Pakistanie, bo tutaj ruch ten ma znaczenie marginalne. Oczywiście kiedy Turcja zaczynała stawać się turystyczną potęgą powstały „zespoły rekonstrukcyjne” przedstawiające semę – ceremonię tańca derwiszów turystom.

I właśnie tak się złożyło, że będąc w Konyi mieliśmy możliwość obejrzenia semy. Wszyscy ludzie w Konyi z którymi rozmawialiśmy nas na nią zapraszali i specjalnie zostaliśmy tam dłużej. Ceremonia odbyła się w Konijskim Centrum Kulturalnym im. Mevlany a wykonywał ją ponoć najbardziej znany i uważany za najlepszy Konya Türk Tasavvuf Müziği Topluluğu czyli Zespół Tureckiej Muzyki Sufickiej z Konyi, który jest dotowany z tureckiego ministerstwa turystyki.  Oprócz nas było może kilku obcokrajowców, a sala mimo dużej pojemności była prawie całkowicie zapełniona. Moja wiedza na ten temat jest niestety na tyle ograniczona że nie wiem czy mam nazywać to wydarzenie jedynie przestawieniem czy już ceremonią semy. Ogólnie przedstawienie (?) było naprawdę świetne, aczkolwiek wolałabym obejrzeć semę w jakimś prawdziwym sufickim bractwie w wykonaniu prawdziwych derwiszów, ale i tak nie ma chyba na co narzekać, bo zespół z Konyi jeździ po całym świecie propagując kulturowe dziedzictwo derwiszów. Nie wiem tylko czy w ogóle ma sens oglądanie tego na zwykłej scenie, gdzie widownia jest umieszczona naprzeciwko niej. W Centrum Kulturalnym w Konyi sala widowiskowa jest okrągła co pozwala na dużo lepszy odbiór tego wirującego przestawienia (lub ceremonii). Zdjęcia średnio oddają jej specyfikę, zwłaszcza że sprzęt fotograficzny miałam  taki sobie, a warunki oświetleniowe były trudne. Jeśli chodzi o muzykę jaka towarzyszyła semie, to można zapoznać się z nią tutaj.

tur_konya_derwisze-sema_002 tur_konya_derwisze-sema_001 tur_konya_derwisze-sema_003

Oprócz tego odbyliśmy serię wieczorno-nocnych spotkań i ciekawych konwersacji na temat Turcji, Europy, sensu życia i takich tam, przy piwie Efez z pewnym właścicielem sklepu z dywanami (ten jednak wyjątkowo nie próbował nam żadnego sprzedać), który między innymi opowiedział nam swoją historię życia. Otóż pochodził z Konyi. Najpierw wyjechał pracować do jednego z turystycznych kurortów u wybrzeży Morza Śródziemnego, gdzie w pełni korzystał z uroków liberalnego stylu życia i poznał mnóstwo kobiet z przeróżnych krajów, po czym jak już zarobił odpowiednią ilość pieniędzy wrócił do Konyi i otworzył dywanowy biznes. Ożenił się z religijną kobietą, która niestety szybko się z nim rozwiodła. Po rozwodzie odkrył boga i pod wpływem Rumiego postanowił zostać mistykiem, aczkolwiek chyba średnio mu to wychodziło bo co wieczór pił z nami piwo 😉 oczywiście to on zawsze je proponował i w dodatku nam je stawiał. Wysyłał po nie swojego bardzo religijnego pracownika.

tur_konya_wieczor_001

Upalny wieczór w Konyi.

Konya to też ogromne zagłębie sklepów i kramów z muzułmańskimi dewocjonaliami więc jeśli ktoś je lubi i skupuje, ma co robić i oglądać przez co najmniej jeden dzień, bo ich wybór jest przeogromny. W sumie to miałam pewne obawy, bo wielokrotnie czytałam jak to odmówiono turystom nie będącym muzułmanami sprzedaży islamskich towarów, więc miałam obawy że w tak konserwatywnym mieście i nas może to spotkać. Ależ skąd! Wszyscy bardzo się cieszyli, że kupujemy islamskie akcesoria, podejmowali nas po królewsku częstowali herbatą i mimo że niewiele lub wcale mówili po angielsku starali się doradzić pokazać i wybrać jak najlepiej a my starając się to docenić nie zważając na płynący czas targowaliśmy się z nimi ile wlezie, w wyniku czego na zakupach artykułów muzułmańskich spędziliśmy chyba cały dzień. Asortyment jest przebogaty od akcesoriów „pielgrzymkowych” takich jak woda ze źródła Zam Zam, poprzez różne olejki i perfumy bez alkoholu, przybory higieniczne na przykład miswak, poprzez ubiory, dywaniki modlitewne, złocone i oprawione w ramki cytaty z Koranu oraz najważniejsze imiona, same księgi, różańce, oraz płyty z recytacjami i naukami, po słodycze.

Czasu starczyło nam także na całodzienną wycieczkę poza miasto gdzie można obejrzeć zabytkowe kościoły oraz przejść się nieco, po bardzo ciekawie ukształtowanym terenie i spotkać pasterzy przeróżnych zwierząt.

tur_okolice-konyi_005 tur_okolice-konyi_002 tur_okolice-konyi_004 tur_okolice-konyi_003 tur_okolice-konyi_001

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *