Lwów 2013 (część pierwsza)

Ten subiektywny i krótki spis miejsc które warto odwiedzić we Lwowie można rozszerzać w nieskończoność. Nie będę wymieniać tutaj listy zabytków do zwiedzania, bo o tym może przeczytać każdy, kto już się wybrał, albo zamierza odwiedzić to miasto w niezliczonych turystycznych przewodnikach.  Żeby wybór posiadał jakiekolwiek kryteria, skupię się tym razem na miejscach pod gołym niebem w których można posiedzieć albo się po nich powłóczyć. Nie zajmuję się w niniejszym wpisie przybytkami gastronomicznymi, bo o nich powstanie kiedyś osobny wpis „Co zjeść i wypić we Lwowie”, ale muszę przynajmniej raz jeszcze tam pojechać, a nie wiem kiedy to nastąpi, patrząc na obecną sytuację na Ukrainie.

Podwórka

Bardzo duża ilość mieszczańskich kamienic Lwowa zachowała się do naszych czasów. W czasach panowania minionego ustroju na szczęście nikt nie zdołał zabrać się kompleksowo za centrum miasta by nadać mu bardziej współczesny betonowy i socrealistyczny wygląd. Ta kara spotkała tylko przedmieścia upstrzone ogromnymi blokowiskami. Pomijając dość opłakany stan w jakim niektóre kamienice się znajdują, jest aktualnym mieszkańcom Lwowa czego zazdrościć. Oprócz kamienic, których fasady oglądamy chodząc po brukowanych ulicach,  jest też ogromna ilość podwórek intensywnie pachnących obecnością kotów. Warto poświęcić im trochę czasu. Bardzo lubię wejść na jakieś przypadkowe podwórko, powodowana sprawdzeniem czy nie ma tam przypadkiem czegoś ciekawego, albo nie da się przejść dokądś na skróty. Każde wygląda nieco inaczej, zazwyczaj jest jeszcze bardziej zrujnowane niż zewnętrzna strona budynku. Chodzenie po nich przypomina grę losową. Nawet jeśli jakieś bardzo mi się kiedyś spodobało jest ich tak dużo że trudno potem wrócić dokładnie w to samo miejsce. Nieraz podwórka zawierają w sobie kolejne, albo wchodząc na jakieś wychodzimy inną bramą i już sami nie wiemy jak i którędy wrócić w to samo miejsce. Rzadko robię na nich zdjęcia, bo często są ciasne i ciemne, za to mają świetny i niepowtarzalny klimat i zapach starych zawilgoconych murów. Wiele przeszły i wszystko przetrwały. Trochę się sypią ale starzeją się z godnością. Są azylem od ulicznego hałasu i upału. Jak Lwów w końcu stanie się turystycznym hitem, większość z tych położonych w ścisłym centrum zostanie pewnie odremontowana i powstaną w nich ogródki piwne. Na razie jeszcze panuje na nich całkowity spokój i są zapuszczone, warto zobaczyć je w takim „mało cywilizowanym” stanie w jakim są teraz.

ukr_lwow_zaulek-ormianski_001.jpg

To słynny zaułek ormiański, ale atmosfera na nim podobna,

ukr_lwow_podworko_003.jpg

jak na przykład tutaj.

ukr_lwow_podworko_002.jpgukr_lwow_podworko_001.jpgukr_lwow_podworko-koty_001.jpg

Targ książek i staroci

Znajduje się na skwerze (między ulicą Podwalną a Ruską) na którym stoi pomnik Drukarza Iwana Fedorowa, który w 1574 roku założył we Lwowie pierwszą drukarnię. Przez cały dzień na wędkarskich krzesełkach siedzą tam podstarzali panowie najczęściej emeryci, którzy na łóżkach polowych i w kartonach poukładane mają najczęściej mocno pożółkłe bo niezbyt dobrze przechowywane książki, które wyglądają jakby zostały wygrzebane gdzieś ze strychu. Sporo z nich to stare polskie publikacje, ale dużo jest też książek w najróżniejszych europejskich językach – widać jak międzynarodowym miastem był kiedyś Lwów. Nie wiem czy jest sens kupować tam książki, większość z nich ma dość wysokie ceny, no chyba że naprawdę są unikatowe, a ja się na tym po prostu nie znam. Sprzedawcom bardzo zależy na wciśnięciu czegoś turystom, wystarczy że zainteresujemy się czymkolwiek, od razu podają cenę, czasem nawet zaczynają sami ze sobą się targować, dlatego nie jestem do końca przekonana, że to dobre miejsce na zakup czegokolwiek. Oprócz książek panowie sprzedają także sowieckie ordery, ruble z czasów ZSRR, oraz antykwaryczne obrazy – zazwyczaj religijny kicz. Natomiast warto się tam pokręcić żeby zobaczyć co mają wystawione do sprzedania. To co mają na stołach to cała miniona epoka tego miasta, a w zasadzie nawet dwie epoki. Okres międzywojenny i czasy związku radzieckiego opowiedziane przy pomocy książek, pieniędzy i innych przedmiotów. Cały targ fajnie komponuje się z dominującym nad nim groźnie wyglądającym pomnikiem brodatego drukarza.

ukr_lwow_pomnik-drukarza-fedorowa_001.jpgukr_lwow_pomnik-drukarza-fedorowa_002.jpg
ukr_lwow_targ-ksiazek-i-staroci_001.jpgukr_lwow_targ-ksiazek-i-staroci_002.jpg

Wieczór na kopcu Unii Lubelskiej

W każdym przewodniku po Lwowie jaki miałam w rękach, a z tych ostatnio wydanych miałam w ręku chyba wszystkie, napisano że koniecznie trzeba wybrać się na kopiec Unii Lubelskiej, żeby zobaczyć panoramę miasta. Nikt jednak nie napisał, że trzeba to zrobić wieczorem, zabrawszy ze sobą na przykład butelkę wina. Idealnie jak dzień jest upalny i wieczorem wieje tutaj chłodny wietrzyk. Jeśli akurat jest zimno, lepiej ciepło się ubrać, bo siedząc tu i gapiąc się przed siebie na pewno zmarzniemy. Jako że na Ukrainie spożywanie alkoholu na wolnym powietrzu nie jest zabronione, osób które przyszły tu posiedzieć i popatrzeć na miasto w którym powoli zapalają się światła, konsumując przy okazji niewielkie ilości alkoholu jest naprawdę sporo. Czasem nawet nie ma gdzie usiąść. Nie afiszujemy się zbytnio z tym że nie jesteśmy w pełni lokalnymi ludźmi (uważam, że jesteśmy prawie lokalnymi, bo mieszkamy niecałe 200 kilometrów stąd), żeby nie psuć im nastroju, że tutaj także można już spotkać turystów. Byłam tu kilka razy bardzo wieczorową porą, zawsze czułam się w pełni bezpiecznie i nigdy nie spotkałam się z niczyją niechęcią czy jakąkolwiek słowną zaczepką. Fakt faktem, że nie siedziałam tam do północy, potem być może impreza nabiera większego tempa i rozmachu, o czym świadczyć mogą potłuczone butelki. Niemniej jednak zazwyczaj siedzą z nami osoby w wieku studenckim lub starsze i nie wyglądają na osoby lubiące upijać się a następnie tłuc butelki, często są to pary na romantycznym wieczorze, albo ambitni fotoamatorzy ze statywami, piwem i suszoną rybą. Warto przyjść tam przed zachodem słońca i posiedzieć aż całkiem zapadnie zmrok.

ukr_lwow_kopiec-unii-lubelskiej-panorama_001.jpg

ukr_lwow_kopiec-unii-lubelskiej_002.jpg

Na Kopcu Unii Lubelskiej przez cały dzień jest dużo ludzi.

ukr_lwow_kopiec-unii-lubelskiej_001.jpg

Ale najlepiej przyjść wieczorem i zostać jak zrobi się całkiem ciemno.

ukr_lwow_kopiec-unii-lubelskiej_003.jpg

Poranek na Kopcu Unii Lubelskiej, pani usuwa pozostałości weekendu.

 Rynek i Prospekt Swobody w atmosferze święta

Warto spędzić część weekendowego popołudnia w ścisłym centrum miasta i zobaczyć jak bardzo ludzie lubią tu ze sobą przebywać. Na Na Rynku i Prospekcie Swobody przechadzają się istne dzikie tłumy,  na chodniku nie ma gdzie postawić stopy, każda ławka jest zajęta, ale nie w taki sposób jak u nas. W Polsce za zajętą uważa się ławkę na której już ktoś usiadł. Tutaj zajęta jest ławka na której nie ma już gdzie usiąść bo siedzi na niej 5 osób, które często wcale się nie znają, ale wymieniają grzecznościowe uwagi o pogodzie a czasem nawet polityce. Pojawia się też cała masa stoisk z balonami oraz watą cukrową dla dzieci, oraz bogato zdobione kucyki i bryczki. Atmosfera robi się całkiem świąteczna, mimo że to zwykłe weekendowe popołudnie. Nie wiem czy bierze się to z miłości do miasta czy z faktu że większość z przebywających tu osób na przykład nie posiada samochodu by udać się na wycieczkę za miasto, więc spędza czas jak pozwalają na to możliwości. Nie da się zaprzeczyć że jest to fenomen, zresztą podobne zachowanie zaobserwowałam w Kijowie. U nas w weekendy centra miast raczej stoją puste, może latem w ogródkach piwnych siedzi trochę osób, ale mało kto przychodzi by spacerować i kolektywnie przesiadywać na ławkach. Jeszcze silniej taka tendencja widoczna jest w Europie Zachodniej, w weekendy kto tylko może wyjeżdża z miast, zostają w nich imprezowicze i turyści. Na Ukrainie nawet zima nie odstrasza ludzi przed przesiadywaniem w centrum. Dodatkowy podziw należy się kobietom które nieraz przy temperaturze mocno poniżej zera chodzą w minispódniczkach, szpilkach i przeźroczystych rajstopach, obowiązkowo z gołą głową. W każdy weekend na Rynku i w jego okolicach spotkamy też ogromną ilość świeżo poślubionych par, które obowiązkowo urządzają sobie sesję ślubną na starym mieście. Można wtedy podziwiać stylizacje ślubne, które u nas były na topie przynajmniej 10 lat temu, oraz panów fotografów niezależnie od pogody świecących parom młodym po oczach lampą błyskową, często tą wbudowaną w aparat. Niektórzy, choć zdarza się to coraz rzadziej, robią zdjęcia aparatami analogowymi, bo nie przekwalifikowali się na cyfrówkę.

ukr_lwow_prospekt-swobody-slub_001.jpgukr_lwow_samochod-do-slubu_001.jpg

ukr_lwow_prospekt-swobody_001.jpgukr_lwow_ludzie-na-rynku_001.jpgukr_lwow_ludzie-na-rynku_002.jpgukr_lwow_ludzie-na-rynku_003.jpgukr_lwow_zaulek-ormianski_003.jpg

Oprócz tego koniecznie trzeba zobaczyć jakiś lokalny bazar, a jest ich w mieście mnóstwo. Piszę o tym we wcześniejszych wpisach. Warto udać się także w okolice Pochulanki, gdzie możemy zobaczyć piękne wille. Poza tym na uwagę zasługują lwowskie parki, zwłaszcza Park Stryjski i jego okolice.

2 przemyślenia nt. „Lwów 2013 (część pierwsza)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *