Rumunia 2006

Pierwsza myśl która przychodzi po przekroczeniu samochodem granicy Rumunii to „o Boże jak oni jeżdżą”. Jesteśmy jeszcze praktycznie w środku Europy a wyobraźnia kierowców nie ustępuje wyobraźni Hindusów lub Arabów. Oprócz samochodów miejsce na drodze należy się również wozom, furmankom, zwierzętom, traktorom, rozmaitym pojazdom napędzanym siłą mięśni (i nie chodzi tutaj wcale o rower)a pasy na jezdni mają znaczenie jedynie umowne.  Kto jest większy, świeci długimi światłami i wymusza na mniejszych zjeżdżanie na pobocze. Jeżdżenie po tym kraju może mocno umęczyć zarówno jeśli ktoś jedzie jako kierowca, jak i porusza się publicznym transportem. W dzień pojazdów jest mnóstwo, w nocy mniej ale za to bywają nieoświetlone, zwłaszcza na bardziej prowincjonalnych drogach. Z noclegami też jest trudno bo są stosunkowo drogie i zazwyczaj kiepskie, a na pewno nie warte swojej ceny. Rumunia, stara się jak może, przyciągnąć turystów, których zabierają jej ościenne kraje. Dlatego czasem powstają turystyczne produkty w rodzaju „Zamku Drakuli w Branie” w którym noga legendarnego księcia prawie nie postała, za to liczba kramów z chińską tandetą pokazuje że miejsce to jest w stanie obsłużyć wiele autokarów na raz. Oprócz tego typu nielicznych na szczęście atrakcji cała reszta jest bardzo przyjemna i prawdziwa. Spotkamy tutaj pyszną kuchnię bez polepszaczy smaku i zapachu, przepiękne monastyry, których używa się a nie zwiedza, prawdziwe warowne zamki bez barierek oraz tabliczek zakazów i nakazów, prowincjonalne miasta i miasteczka, w których czas się zatrzymał. Tylko gdzieniegdzie czuć jeszcze złego ducha „geniusza Karpat”, który nakazał na przykład uregulować i wybetonować wszystkie rzeki w kraju, przy pomocy 6 milionów ton dynamitu wysadzić spory kawałek gór Fogaras i wybudować szosę wspinającą się na ponad 2000 m.n.p.m., zburzyć znaczną część historycznego centrum Bukaresztu i na jego miejscu wybudować na przykład największy po Pentagonie rządowy budynek świata i wiele innych okropieństw.

rum_sambata_monastyr_001

Monastyr Brancoveanu w Sambata de Sus u podnóża gór Fagaras.

rum_sambata_monastyr_002

W prawie każdym monastyrze obowiązkowo musi być studnia ze świętą wodą.

rum_sambata_monastyr_003

I można zaopatrzyć się w dewocjonalia i ręcznie malowane ikony.

rum_gory-fogaras_osiol_001

A tego dzielnego osła spotkamy przy szosie transfogarskiej.

rum_gory-fogaras_003

Takie widoki na szosie transfogaraskiej przy odrobinie szczęścia mogą nam towarzyszyć.

rum_gory-fogaras_szosa-transfogarska_001

A to już sama szosa.

rum_gory-fogaras_owce_001

Czasem można na niej spotkać dużo baranów.

rum_gory-fogaras_006

A to już widok z samej góry szosy trasfogaraskiej – okolice Lacul Balea.

rum_gory-fogaras_007

A to samo jezioro Balea.

rum_gory-fogaras_002

A tak wyglądają góry fogaraskie przy słynnej szosie, po drugiej stronie jeziora Bâlea na wysokości około 2000 m.n.p.m.

rum_gory-fogaras_001

To również zdjęcie z tych okolic.

rum_gory-fogaras_szosa-transfogarska_002

Po powrocie można jeszcze przypatrzeć się drodze z góry i udać się w dół lub z powrotem.

rum_gory-fogaras_005

A to góry Fogarasz w okolicach Moldoveanu.

rum_gory-fogaras_004

To także.

rum_bran_zamek-drakuli_001

Najbardziej przygnębiająca z rumuńskich atrakcji – zamek drakuli w Branie, którego nikomu nie polecam, chyba że chce obcować z morzem chińskiej tandety.

rum_rasnov_chlopski-zamek_001

O wiele lepsze są zamki chłopskie. Stosunkowo niewiele zmieniły się od czasów średniowiecza. Na zdjęciu zamek w miejscowości Rasnov.

rum_rasnov_001

Rozciągają się z niego takie widoki po zachodzie słońca.

rum_szosa_001

A to przypadkowy wóz z sianem spotkany gdzieś nieopodal.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *