Sofia 2010

Do stolicy Bułgarii przyjeżdżamy autobusem z Polski. Na przedmieściach mijamy skupisko cygańskich domków zbudowanych z folii, blachy falistej, kartonów i sklejki. Błotniste uliczki toną w śmieciach ale za to przy każdym z tych prowizorycznych domostw jest co najmniej jedna antena satelitarna. Domki są dosłownie nimi naszpikowane i wyglądają jak forteca albo termitiera z poprzyczepianymi tarczami. Asfalt oraz murowane lub drewniane ściany to niepotrzebne zbytki za to telewizja jest podstawą współczesnego cygańskiego ogniska domowego. Wysiadamy przy dworcu autobusowym i kolejowym i od razu stwierdzamy, że Sofia wygląda jak polskie miasta mniej więcej na początku lat dziewięćdziesiątych: bardzo zaniedbane drogi i  chodniki, rozsypujące się budynki, spore kawałki miasta porośnięte chaszczami. Nikt o nie nie dba, ludzie wyrzucają tam śmieci a w pustostanach koczują bezdomni. Nowe budownictwo powstaje za to z iście wschodnim przepychem, ale takim w stylu byłych republik radzieckich z przyciemnianymi szybami, marmurem lub jego imitacją, oraz srebrnymi lub złotymi wykończeniami oraz koniecznie kamiennymi lwami. Na mieście widać sporo napakowanych młodych mężczyzn noszących dresy wychylających się z samochodu koniecznie niemieckiej marki z przyciemnianymi szybami z kobietą w bardzo krótkiej spódnicy i szpilkach u boku. Okolice dworca to też sporo sklepów z alkoholami oraz lokali z automatami do gry, czasem zdarzą się też kluby go-go.  Niemniej jednak po początkowym złym wrażeniu czujemy się tam dość bezpiecznie, chociaż niekoniecznie miałabym ochotę przebywać tam w środku nocy, albo nad ranem. Okazuje się, że z dworca w Sofii odjeżdża sporo tureckich przewoźników do różnych miejsc w Turcji, możemy też stąd wyjechać do wielu znanych miejsc Bałkanów z Macedonią na czele, mało tego z Sofii możemy dostać się nawet do Iranu! Dworzec zorganizowany jest na wzór tureckiego Otogaru z biurami poszczególnych przewoźników, oczywiście panuje tam europejski porządek.

Mieszkamy właśnie w okolicy dworca i chodzimy na śniadania do przydworcowych lokali jest ekstremalnie tanio a jedzenie jest proste i świeże ze względu na olbrzymią ilość klientów, których te lokale obsługują (przy takich cenach nie wiem czy chciało by mi się często gotować). Szybko okazuje się że Bułgarska kuchnia jest przeraźliwie tłusta i opiera się głównie na mięsie najczęściej grillowanym lub smażonym oraz na przeróżnych tłustych wypiekach z białej mąki np Banicy lub Borku, który ma pochodzenie tureckie. Warzyw z wyjątkiem sałatki szopskiej i papryki (nadziewanej i grillowanej) jak na lekarstwo, no dobrze jest jeszcze ajvar. Mimo że kuchnia mocno przypomina turecką, brak potraw z soczewicy, ciecierzycy lekkich zup kwaszonych cytryną. Jest wprawdzie lekka zupa-chłodnik tarator ale to wyjątek. Wygląd społeczeństwa zresztą mówi wiele o bułgarskiej kuchni – strasznie dużo  jest ludzi otyłych nawet w młodym wieku. Dodatkowo kuchnia ta bazuje na serach – sirene i kaszkawał są dodawane niemal do wszystkiego – dania pływają w tłustym serze, co niekoniecznie dobrze smakuje w upalne dni. Jedyną fajną rzeczą, dotyczącą kuchni bułgarskiej której im zazdroszczę, jest szeroko dostępny w górach owczy jogurt podawany z konfiturą z zielonych fig, oraz niesamowicie słodkie od słońca pomidory.

Do Sofii z pewnością warto przyjechać ze względu na liczne sobory i cerkwie o bardzo fantazyjnych wręcz orientalnych kształtach. Wiele z nich to przebudowane osmańskie meczety. W ich wnętrzach, urządzone z bardzo dużym przepychem ikonostasy  dosłownie ociekają złoceniami, wszystko jest nieco przydymione od świec i pięknie pachnie pszczelim woskiem. Taką wystawność w ich wystroju wcale nie tak łatwo spotkać gdzie indziej. Muzeum ikon miasto też posiada imponujące. Z Sofii możemy przywieźć sobie ikonę. Kupują nie tylko zagraniczni turyści ale też Bułgarzy. Najpopularniejszym miejscem jest nieco zrujnowany park przed Soborem Aleksandra Newskiego w którym kramów z prawosławnymi dewocjonaliami jest bez liku. Wystawiają się też tu artyści z kiczowatymi pejzażami, głowami koni, aktami tym podobnym przesłodzonym badziewiem, a także starsze panie z własnoręcznie wyszywanymi obrusami, szydełkowymi  i ludowymi ubraniami. Chodzimy tam długo starając się wybrać jakąś ikonę. W końcu wybieramy nieco dziwnego świętego Jerzego który wygląda bardzo koptyjsko.  Jak się okazuje jest to ikona z Monastyru Rożeńskiego w którym nam się tak podobało.

Na wygląd miasta bardzo silny wpływ miały pięćsetletnie tureckie panowanie, dziewiętnastowieczna modernizacja na wzór Paryża oraz lata komunizmu. Starsza architektura jest orientalna, niektóre cerkwie to przebudowane meczety autorstwa najwybitniejszych osmańskich architektów. Bułgarzy jednak do dzisiaj nienawidzą Turków, a ich panowanie nadal jeszcze jest narodową traumą. Bułgaria jako kraj bezpośrednio graniczący z Turcją został podbity na samym początku tureckiej ekspansji w Europie i także na samym końcu wyzwolony. Stało się to w szczycie jego rozwoju i Bułgaria została dosłownie zmiażdżona przez tureckie panowanie, które było tutaj okrutne i krwawe z racji tego, że Bułgaria stała się bazą wypadową Turków do najazdów na inne europejskie kraje. One jednak były oddzielone ogromną rzeką Dunaj i licznymi górami a także sporą odległością. Bułgaria leżała blisko i była łatwo dostępna. Po wyzwoleniu w XIX wieku za sprawą Rosji, Sofia przeszła głęboką modernizację. Dziewiętnastowieczna spuścizna to piękne secesyjne kamienice, parki i bulwary czy wybudowany w podzięce za ocalenie z rąk Turków sobór Aleksandra Newskiego upamiętniający 200 tysięcy żołnierzy carskiej Rosji, którzy zginęli podczas wyzwalania Bułgarii. Po wyzwoleniu na stałe wpadł w objęcia Rosji a więc także komunizmu. Efektem lat komunizmu są blokowiska i mnóstwo komunistycznych pomników. To wszystko jest ze sobą przemieszane.

bul_sofia_sobor-aleksandra-newskiego_001

Sobór Aleksandra Newskiego najbardziej reprezentacyjna świątynia prawosławna Sofii.

bul_sofia_cerkiew-swietych-siedmioczislennikow_001

Cerkiew Św. Siedmioczislenników to przebudowany meczet autorstwa wybitnego osmańskiego architekta Sinana.

bul_sofia_cerkiew-swietych-siedmioczislennikow_002

W stolicy jak widać nie trzeba się do cerkwi specjalnie ubierać. W klasztorach na prowincji jest inaczej.

bul_sofia_cerkiew-swietych-siedmioczislennikow_004
bul_sofia_cerkiew-swietych-siedmioczislennikow_003

Ikonostas w cerkwi Św. Siedmioczislenników.

 Sofia wygląda tak, jakby komunizm opuścił ją bardzo niedawno. Jest mnóstwo pozostałości z zeszłej epoki, które powoli zarastają chaszczami. Nikt nie zmienia im nazw, nie usuwa radzieckich symboli, nikomu one specjalnie nie przeszkadzają. Komunistyczne pomniki mają się świetnie, wprawdzie nikt o nie nie dba ale też nikt ich nie usuwa i miejscami nie wiemy czy przypadkiem nagle nie przenieśliśmy się o dwadzieścia lub trzydzieści lat do tyłu. Stolica Bułgarii jest też miastem parków. Ma dużo terenów zielonych, wszystkie czekają na mniejsze lub większe naprawy i rewitalizacje. Mogłyby być scenerią do filmu z lat siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych jakiegoś ambitnego gruzińskiego lub ormiańskiego reżysera. Mają pewien klimat, lata świetności mając zdecydowanie za sobą. Ludzie przejeżdżający w nich czasami na rolkach czy nowoczesnych rowerach niesamowicie kontrastują ze zdezelowanymi ławkami i pofałdowanym asfaltem i wyglądają jak wysłannicy z przyszłości. Sofijskie parki mocno przypominają parki ukraińskie z wesołym miasteczkiem, budkami z lodami, przekąskami i fast foodami możliwością przejechania się na kucyku, czy wypożyczeniem samochodziku. Panuje w nich nostalgią za czasami, w których prawie wszyscy obywatele mieli dość dużo czasu na wielogodzinne w nich przesiadywanie z powodu braku wielu innych rozrywkowych opcji do wyboru.

bul_sofia_park-borisova-gradina_001

Park Borisowa Gradina.

bul_sofia_komunistyczny-kopiec-braterstwa_001

Niszczejący komunistyczny Kopiec Braterstwa w parku Borisova Gradina.

bul_sofia_komunistyczny-kopiec-braterstwa_002

Ostatniego dnia przed wyjazdem z Bułgarii postanawiamy pojechać w sąsiadujące z miastem góry Witosha. Szczęście nie sprzyja nam od samego początku. Jedziemy na pętlę autobusową, z której mają odjeżdżać autobusy, mamy nawet ściągawkę  – ksero z informacji turystycznej. Ale jak to w Bułgarii bywa nikt nie poinformował nas o tym, że w wyniku remontu drogi, autobusowej pętli i ogólnego bałaganu, autobusy stamtąd już nie jeżdżą i do Witoshy musielibyśmy jechać w sumie czterema innymi co zajęło by nam pewnie ze dwie godziny i kosztowało tyle co taksówka. Wzięcie taksówki również jest bez sensu bo musiałaby ona na nas tam czekać, więc góry postanawiamy sobie zostawić na ewentualny następny raz. Pętla jest przy miejskim zoo, a jako że i tak nie mamy co robić to do niego idziemy. Wejście do zoo kosztuje bardzo mało. Wygląda ono tak jak całe miasto, nieodnowione, niedoinwestowane i miejscami niestety dosyć dołujące.

bul_sofia_nosorozec-w-zoo_001

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *